3 lut 2014

Kolastyna - Refresh, peeling do twarzy

Dzisiaj krótko na temat peelingu do twarzy z Kolastyny. Peeling ten posiada odznakę Laur konsumenta – odkrycie 2012. Jak się spisał? Zapraszam!


 Zanieczyszczenia, stres, makijaż… Warunki środowiskowe oraz tryb życia, osłabiają kondycję skóry, przyczyniając się do jej odwodnienia, utraty elastyczności i zdrowego kolorytu. Kolastyna stanowi dla twojej skóry tarczę ochronną oraz niezawodne towarzystwo podczas codziennych zabiegów pielęgnacyjnych. Nasze technologicznie zaawansowane formuły wspomagają prawidłowe funkcjonowanie skóry każdego dnia.
Unikalna kompozycja kolagenu, elastyny i glikogenu, w połączeniu z minerałami (magnez, miedź i cynk) usprawnia metabolizm i proces dotlenienia komórek skóry. Alpantha complex optymalnie nawilża i wygładza, wspomaga proces odnowy naskórka.
Działanie: Peeling usuwa zanieczyszczenia oraz martwe komórki naskórka, odblokowuje pory i niweluje nadmiar serum, pozostawiając gładki i świeży naskórek.



Jak się spisał?
Ładna tubka peelingu na pewno przyciąga wzrok, a do tego odznaka Laur Konsumenta i niska cena przekonują do zakupu. Zapach jest typowo męski – do mnie nie przemówił, bo zdecydowanie wolę kobiece zapachy. I mimo, że jestem mu to skłonna wybaczyć, bo peeling ma kontakt ze skórą tylko przez chwilę, to jego działania już nie.
Drobinki peelingu są zbyt delikatne i jest ich zbyt mało, żeby dały radę złuszczyć martwy naskórek. Nie czuć żadnego złuszczenia, ani odświeżenia po jego użyciu. Jakbyśmy smarowali się kremem do którego coś wpadło i czuć jakieś drobinki pod palcami. Dodatkowo peeling zostawia na buzi nieprzyjemny film po zmyciu i mam ochotę umyć buzię żelem – tak też robię. Dlatego nie wydaje mi się, żeby redukował nadmiar sebum i odblokowywał pory. Niestety nie sięgam już po ten peeling, bo się nie sprawdził. Zastanawiam się w jaki inny sposób mogłabym go wykorzystać i na myśl przychodzą mi dłonie. Może w ten sposób zużyję go do końca.

4 sie 2013

Kolastyna, brązujący balsam do ciała

Zachęcona promocją, ładnym opakowaniem i zapachem, skusiłam się na brązujący balsam do ciała. Nie był to jednak udany zakup. Dlaczego? Przeczytajcie poniżej.



Według producenta balsam jest wygodny w aplikacji, szybko się wchłania i pozwala uzyskać efekt równomiernej, długotrwałej i naturalnej opalenizny bez smug i plam. Jest wzbogacony w masło kakaowe, które wygładza skórę i chroni przed procesem przedwczesnego starzenia, a zawarty w formule ekstrakt z orzecha włoskiego nadaje skórze delikatny odcień opalenizny.



Niestety na obietnicach się kończy. Po pierwsze, balsam nie wchłania się szybko - trzeba się trochę namachać, żeby go wsmarować. Jego tłusta konsystencja tworzy białe smugi, które trzeba dokładnie rozcierać. Po drugie, ekstrakt z orzecha jest w składzie dopiero na 11 miejscu, a masło kakaowe całkiem w tyle na 19. Znajdujemy więc znikome ilości składników, które producent opisuje jako główne. Zapach balsamu jest przyjemny - kakaowy, ale tylko w opakowaniu. Po nałożeniu na skórę, zmienia swój zapach i już nie jest tak przyjemnie. No i najważniejsza rzecz – działanie. Niestety balsam nie brązuje skóry. Nie robi tego w najmniejszym stopniu. Tu jest brązowe tylko jego opakowanie. Na mojej porcelanowej skórze, działanie wszelkich balsamów brązujących widać natychmiast – ten jednak nie robi nic. Używałam go codziennie przez tydzień i muszę stwierdzić, że skóra nie jest ani trochę bardziej brązowa, niż wcześniej. Jednym słowem kompletny bubel, nie kupię ponownie i nikomu nie polecam.