3 sie 2014

The Body Shop, Wild Argan Oil - masło do ciała

O masłach z The Body Shop słyszałam wiele pozytywnych opinii i bardzo chciałam je wypróbować, dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy zostałam wybrana do testowania najnowszego masła z linii Wild Argan Oil.
Mimo, że pewnie czytacie teraz na co drugim blogu recenzję tych masełek to i ja pomęczę Was kolejną, Zapraszam! :)


Do testowania dostałam masełko zamknięte w 50ml pojemniczku i mimo, iż spodziewałam się, że przyjdzie troszkę większe, muszę przyznać, że i tak jest bardzo wydajne.
Opakowanie to typowy zakręcany słoiczek, dzięki któremu zużyję masło do samego końca. Jest małe i poręczne, dlatego spokojnie zmieści się do podróżnej kosmetyczki.


Konsystencja jest typowo maślana i bardzo przyjemna, bo w dotyku masło jest twarde i bardzo zbite, a pod wpływem ciepła dłoni zaczyna się rozpuszczać, pozostawiając na ciele oleistą konsystencję. Masełko wchłania się bardzo szybko i pozostawia na skórze jakby ochronną warstwę, ale nie jest to nieprzyjemna warstwa, jak w przypadku kosmetyków na bazie parafiny, lecz przyjemna, olejkowa ochrona.
Nawilżenie, jakie daje to masełko uważam jako bardzo dobre, dlatego z większą chęcią używałabym go w zimie, bo wtedy też sięgam po cięższe, maślane konsystencje. W lecie moja skóra nie potrzebuje tak intensywnego nawilżenia, dlatego resztę zostawię sobie właśnie na okres zimowy.
Bardzo podobnie jest też z zapachem, który jest bardzo przyjemny, mocny i intensywny, pachnie jak perfumy, ale znowu kojarzy mi się z okresem zimowym, bo dla mnie jest ciężki, ciepły i otulający. Wyczuwam w nim nuty kakao, lub wanilii. Masło jest ważne 12 miesięcy od otwarcia, dlatego jego reszta spokojnie poczeka na okres zimowy, kiedy moja skóra będzie bardziej wysuszona, a słodki zapach uprzyjemni mi jego używanie.
Masło pozostawia skórę dobrze nawilżoną, gładką i mocno pachnącą, a zapach utrzymuje się na niej przez dłuższy czas. Po jakimś czasie zaczyna słabnąć, ale po przyłożeniu nosa do ręki jest nadal wyczuwalny.



Na spodzie, po odklejeniu naklejki zobaczymy skład masła i możemy w nim znaleźć masło shea jako główny składnik, a to by wyjaśniało jego maślaną konsystencję, jest też masło kakaowe, gliceryna, olej z nasion palm, wosk pszczeli i dosyć daleko w składzie tuż przed samym zapachem olej arganowy. Trochę szkoda, że olej arganowy, który osławia nowe masło do ciała, jest prawie na końcu składu w małej ilości, a miałam nadzieję, że będzie trochę wyżej.




Podsumowując, uważam, że masło jest godne uwagi, ale swoją konsystencją i zapachem, będzie bardziej odpowiednie do stosowania w okresie jesienno - zimowym.
Moje pierwsze zetknięcie z kosmetykami The Body Shop było jak najbardziej udane i teraz jestem jeszcze bardziej ciekawa innych maseł oraz ich zapachów! Polecacie jakieś?




3 lip 2014

Iwostin Hydratia - krem na dzień i serum na noc

Od ponad miesiąca w mojej codziennej pielęgnacji królują dwa produkty marki Iwostin. Po tym czasie chciałam się podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami na temat dwóch kremów z serii Hydratia: fizjologicznego kremu z ceramidami SPF 15 oraz fizjologicznego kremowego serum na noc. Zapraszam! :)


Linia Iwostin Hydratia została stworzona dla nawilżania skóry odwodnionej. Preparaty te mają za zadanie ograniczać utratę wody ze skóry, uzupełniać substancje fizjologiczne, hamować utratę mocznika i zapewniać długotrwałe i głębokie nawilżenie. Dodatkowo linia ta zawiera następujące składniki aktywne: hydrasalinol, mocznik, hialuronian sodu, ceramidy roślinne oraz kompleks NMF.





Fizjologiczny krem z ceramidami SPF 15



Krem znajduje się w zatrzaskiwanej, miękkiej tubce o standardowej dla kremów pojemności 50ml. Lubię takie rozwiązania za higieniczne używanie kosmetyku. Wcześniej krem znajdował się również w kartoniku, na którym widnieją wszystkie informacje na jego temat: składniki aktywne, skład oraz przeznaczenie.
Krem ma ładny, delikatny zapach i treściwą konsystencję. Nałożony na twarz szybko się wchłania, a moja sucha skóra pije go w ekspresowym tempie. Nie pozostawia na twarzy tłustej ani błyszczącej warstwy, wchłania się praktycznie do zera, dzięki czemu od razu można przystąpić do nakładania makijażu.
Skóra po nim jest dobrze nawilżona i gładka. Krem jest dobrą bazą pod podkład, który dobrze się rozprowadza, nie roluje i ładnie wygląda.
Krem jest hypoalergiczny, więc nadaje się dla wrażliwych cer, nie wywołuje pieczenia, szczypania i można go nakładać nawet w okolice oczu, u mnie nie wywołał łzawienia, jak to robi większość kremów. Uważam, że jest naprawdę delikatny, przynosi ukojenie i zarazem dobrze nawilża.
Dodatkowym plusem jest tu filtr SPF 15, który dodatkowo chroni skórę w ciągu dnia.




Fizjologiczne kremowe serum na noc



Serum również znajduje się w 50 ml tubce, tym razem odkręcanej o trochę innym kształcie niż jego poprzednik. W sumie to dobre rozwiązanie, bo automatycznie wieczorem sięgam po niższą tubkę kremu, bez czytania czy to aby napewno na dzień, czy na noc. Ma bardziej treściwszą konsystencje od kremu na dzień, ale w końcu do serum na noc. Może być stosowane samodzielnie, lub jako baza pod inny krem nawilżający. Myślę, że podczas zimy, kiedy moja skóra jest dużo bardziej wysuszona, używałabym go jako bazę, teraz natomiast stosowałam go solo i taka opcja wystarczała mojej skórze. Serum równie dobrze się wchłania, a skóra po nim jest gładka, dobrze nawilżona, co czuć jeszcze rano po przebudzeniu i podczas mycia twarzy. Czuję wtedy, że zmywam z twarzy nawilżającą i ochronną warstwę. Potwierdza się więc, że krem zatrzymuje nawilżenie w skórze i zapobiega utracie wody. Rano skóra jest nadal nawilżona, mimo że ma się wrażenie, że wieczorem serum całkowicie się wchłonęło.




Obydwa kremy spisały się dobrze na mojej skórze. Są dogłębnie i długotrwale nawilżające, a skóra po nich wygląda naprawdę dobrze. Kremy nie uczulają, nie powodują pieczenia, zaczerwienień, ani nie zapychają. Są przeznaczone dla wrażliwych cer i takie będą z nich zadowolone.
Myślę, że seria Hydratia sprawdzi się u osób ze skórą suchą jak moja, ale również u osób po zabiegach dermatologicznych, kwasach, czy mocnej kuracji przeciwtrądzikowej wskutek których cera została mocno przesuszona. 
Warto tu jeszcze wspomnieć, że linia Hydratia zawiera również żel pod oczy, piankę i płyn micelarny do oczyszczania twarzy oraz balsam do ciała.

Używacie kosmetyków Iwostin?

26 cze 2014

Love Me Green - krem do ciała z zieloną herbatą

Pamiętacie, jak w zeszłym miesiącu pisałam o kremie do rąk marki Love Me Green? Mimo, że miał bardzo fajny i naturalny skład średnio spisywał sie do nawilżania moich suchych dłoni. Dzisiaj przyszła kolej na ich drugi produkt i jest nim krem do ciała z wyciągiem z zielonej herbaty. Jak się spisał?

Krem zamknięty jest w plastikowej, 200 ml butelce z pompką, jego szata graficzna jest prosta, ale estetyczna. Na opakowaniu można znaleźć informację, iż krem zawiera aż 99% naturalnych składników i dzięki ekstraktom z zielonej herbaty i kawy wspomaga eliminację tłuszczu z komórek.



Skład rzeczywiście jest fajny i znajdziemy tu m.in. aloes, olej migdałowy, glicerynę, olej z nasion słonecznika, olej sezamowy, wosk pszczeli, ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z myszopłocha kolczastego, ekstrakt z ziaren kawy.
 

Pompka jest tutaj dużym plusem, bo dzięki niej kremu używa się przyjemnie i wygodnie. Ma on dosyć gęstą konsystencję, ale po rozsmarowaniu wchłania się natychmiast. Trzeba go jednak chwilę wsmarowywać, ale przy okazji fundujemy sobie masaż. Pozostawia skórę bardzo dobrze nawilżoną, miękką i pachnącą. Moja skóra jest bardzo wymagająca i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten krem daje mi całkiem niezłe nawilżenie. Skóra jest bardzo miękka w dotyku, a nawilżenie utrzymuje się jeszcze cały następny dzień.
 

Zapach kremu jest trochę cytrusowy, przypomina rzeczywiście zapach zielonej herbaty. Bardzo polubiłam ten aromat, bo wieczorem mnie wprowadzał w przyjemny nastrój. Zapach pozostaje długo na ciele i na piżamie.
 

Jako, że krem miał mieć właściwości wyszczuplające stosowałam go jedynie na uda i pośladki, a przed rozpoczęciem kuracji zmierzyłam sobie obwód ud. Wyobraźcie sobie, że po 3 tygodniach miałam 2cm mniej w obwodzie i raczej nie można tu mówić o błędach w pomiarach, bo mierzyłam dokładnie w tym samym miejscu, klika razy. Przez te 3 tygodnie stosowania kremu nie ćwiczyłam, ani nie stosowałam żadnej diety, by przekonać się, czy rzeczywiście krem jakkolwiek działa. Zmiana oczywiście nie jest widoczna gołym okiem, bo te 2cm nie zmieniają drastycznie wyglądu moich ud, ale gdybym się wcześniej nie zmierzyła, dzisiaj powiedziałabym, że krem nie działa.
Skóra na udach jest bardziej napięta, więc uważam, że dodatkowo krem je trochę ujędrnił. Co do cellulitu również zauważyłam małą zmianę - jest trochę mniejszy, ale nadal jest.
 

Nie wierzyłam nigdy w wyszczuplające działanie żadnych kremów, bo rzeczywiście wyszczuplenia nigdy nie widać gołym okiem, ale centymetry pokazują co innego. Sama jestem w dużym szoku i nie spodziewałam się jakiejkolwiek zmiany, a krem mnie bardzo pozytywnie zaskoczył.
Jego cena jest dosyć duża, ale myślę, że skoro przynosi takie rezultaty, to warto zapłacić te pieniądze za 200ml kremu, szczególnie teraz, kiedy zaczynamy ubierać krótkie spodenki i odsłaniać nasze nogi. 


Można go kupić TU.

Dużym plusem jest tu również bogaty i naturalny skład kremu. Te z Was, które lubią naturalne kosmetyki będą zadowolone, ja jak najbardziej jestem i jeszcze kiedyś chętnie do niego powrócę.

7 maj 2014

Sweet Secret - kokosowy mus do ciała

Bardzo lubię kokosowe i słodkie zapachy, więc nie mogłam przejść obojętnie wobec połączenia kokosu z bananem w musie do ciała. Brzmi pysznie, nieprawdaż? Czy tak też jest? Zapraszam do czytania!


Masła Sweet Secret charakteryzują się pięknymi zapachami i dobrym nawilżeniem. Uległam już wanilii oraz szarlotce o których już Wam kiedyś pisałam. Oba pachniały pięknie, a do wanilii wracam w okresie zimowym przez jej ciepły aromat. Kiedy zobaczyłam mus "Słodki kokos i banany" stwierdziłam, że jest na pewno równie urzekający co ich poprzednie smarowidła. Oczekiwałam od niego pięknego zapachu i równie dobrego nawilżenia co od maseł, jednak okazało się, że różnią się i to sporo..



Po pierwsze skład musu nie jest tak bogaty jak w masłach. Na początku możemy tu znaleźć tylko silikony, parafinę, emolient i humekant, a daleko w składzie ekstrakt z owoców banana, olej kokosowy i masło shea w bardzo małych ilościach.

Zapach musu rozczarował mnie najbardziej - jest niestety bardzo sztuczny i chemiczny. Nie czuć tu ani kokosa, ani banana, jest za to mocna i sztuczna woń, która drażni. Zapach jest na tyle intensywny i sztuczny, że aż mdli podczas jego używania. Na ciele jest równie intensywny, więc jego stosowanie nie należy do przyjemnych, a do tego zapach utrzymuje się długo na skórze i nawet jeszcze rano trochę go czuć.

Konsystencja jest bardziej lekka i puszysta w porównaniu do maseł, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Mus jednak nie daje tak mocnego nawilżenia jak masła. Jest to średnie nawilżenie dla niezbyt wymagającej skóry.

Mus niestety mnie rozczarował. Po udanej przygodzie z masłami od Sweet Secret oczekiwałam, że mus będzie podobny, ale nie dorównał masłom ani poziomem nawilżenia, ani zapachem. Nie skuszę się na niego ponownie ze względu na zapach, który był sztuczny, chemiczny i bardzo mnie drażnił. W zasadzie to został przeze mnie zmęczony i cieszę się, że w końcu dobił dna!

4 kwi 2014

Masło Shea z Mydlarni u Franciszka


Obecnie na rynku mamy duży wybór maseł Shea, moje pochodzi ze sklepu Mydlarnia u Franciszka i jest o zapachu chilli i pomarańczy. Jakie są moje wrażenia z używania tego masła? Zapraszam.

Masło Shea często dodawane jest do balsamów i maseł do ciała. Znane jest ze swoich właściwości natłuszczających oraz z tego, że zawiera tłuszcze, alantoinę, witaminy, mały filtr przeciwsłoneczny, co powoduje, że świetnie regeneruje i odżywia skórę. Polecane jest dla alergików i osób z atopowym zapaleniem skóry. 


Masełko ma bardzo ładny zapach i to dzięki niemu z chęcią sięgam po ten produkt. Główną nutą jaka w nim dominuje jest pomarańcza i zapach masła określiłabym właśnie jako pomarańczy. Jest słodki a zarazem rześki. To zapach dosyć intensywny, który pobudza zmysły.

Konsystencja masła jest stała, a pod wpływem ciepła skóry i masażu zaczyna się rozpuszczać, tworząc olejkową powłokę. Po wsmarowaniu skóra jest gładka w dotyku, dobrze nawilżona, a zapach masła zostaje na niej jeszcze przez długi czas. Masło nałożone w dużych ilościach może pozostawiać tłustą powłokę, jednak kiedy nałożymy go mniej, da się wsmarować do całkowitego wchłonięcia.


Przez swoją dosyć tępą konsystencję trudno nakłada się go na całe ciało. Masło lepiej spisuje się na małych powierzchniach, takich jak dłonie, łokcie, stopy, usta, czy miejscowe przesuszenia.
Czasami nakładam go także na włosy po umyciu, by zredukować puszenie. Fajnie się sprawdza także i w tym wypadku, pozostawiając na nich piękny zapach, a także lekko utrwalając fryzurę.

Masło shea bardzo dobrze radzi sobie z przesuszonymi miejscami, dobrze nawilża i zmiękcza pięty. Nadaje się do masażu, a jego zapach uprzyjemnia stosowanie.


Masło sprzedawane jest na wagę i jego koszt to 28zł za 100g. Za ilość jaka mieści się w tym pojemniku zapłaciłam ponad 40zł.
Sklep stacjonarny mieści się w moim mieście, dlatego mogłam powąchać wszystkie warianty zapachowe, ten wydawał mi się najładniejszy. Mydlarnia ma także sklep internetowy, gdzie możecie zobaczyć wszystkie ich kosmetyki. Dodatkowym atutem ich masła shea jest to, że zostało wzbogacone o oleje takie jak awokado, sojowy oraz z nasion winogron.
Inne dostępne zapachy to: magnolia, len, grecki, epice - korzenny, afryka, białe piżmo.

Miałyście już do czynienia z masłem shea?

22 sty 2014

Sweet Secret - waniliowy krem do ciała

W tamtym miesiącu, kiedy opisywałam Wam szarlotkowe masło do ciała, zapytałam czy któraś z Was nie widziała wersji waniliowej, bo w moim Rossmannie od dłuższego czasu jej nie ma. Na szczęście dostałam informację zwrotną, że można je dostać w Hebe.
No i rzeczywiście były!
To już moje kolejne opakowanie tego masła. Lubię do niego wracać właśnie w miesiącach zimowych, dlaczego? Przeczytajcie!





Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej, aksamitnej konsystencji i uwodzicielskim zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ekstraktu z wanilii i indyjskich daktyli, wzbogacony dodatkowo kapsułkami z olejkiem jojoba, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, na długo pozostawiając orientalny, zmysłowy zapach.






Po pierwsze mimo, że na opakowaniu jest napisane, że to krem do ciała, dla mnie kosmetyk ma konsystencję masła. Krem jest gęsty i zbity, ale dobrze rozprowadza się po ciele. Nie pozostawia tłustego filmu na skórze, wchłania się szybko i pozostawia skórę dobrze nawilżoną. W opakowaniu można dostrzec małe czarne kropki, które na szczęście rozpuszczają się na skórze pod wpływem ciepła i nie zostają po nich ślady. Dużym plusem jest jego zapach. Ja jestem wielbicielką zapachu wanilii i dla mnie jest piękny. Wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu, bo nie każdy z nas lubi takie słodkie zapachy. Na mojej skórze utrzymuje się dosyć długo, czuć go nawet na piżamie. A dlaczego używam go akurat w zimie? No właśnie głównie ze względu na słodki zapach. Zima to dla mnie okres, kiedy lubię słodkie i ciepłe zapachy, takie jak czekolada, kokos czy wanilia. W zimie również moja skóra jest bardziej wysuszona i sięgam po bardziej treściwe kremy i balsamy. Ten zadowala mnie swoim poziomem nawilżenia i konsystencją. Jeżeli również lubicie zapach wanilii oraz konsystencję masła, to będziecie zadowolone.
W składzie można spotkać masło shea, glicerynę, a za zapachem w małych ilościach wosk pszczeli, olej słonecznikowy, ekstrakt z wanilii, ekstrakt z indyjskich daktyli, olej jojoba. Krem nie zawiera parafiny więc dla tych, które jej nie tolerują kolejny plus.

Lubicie zapach wanilii?

8 sty 2014

Eveline, Argan Oil, przeciwzmarszczkowy krem do twarzy


Poszukując kremu do twarzy wyznaczyłam sobie kilka celów. Po pierwsze chciałam, by krem nie zawierał parafiny i miał kilka fajnych składników. Chciałam też by zawierał filtr oraz by nadawał się pod makijaż. Przeszukałam w Rossmannie swój dział 20+, ale nie znalazłam nic ciekawego. Większość kremów zawierała parafinę, lub bardzo słabo nawilżające składy. Poszłam więc o stopień wyżej. Na dziale 30+ znalazłam krem, który zadowolił mnie swoim składem. Jak się spisał? Zapraszam do czytania.




Seria Argan Oil to innowacyjny program przeciwzmarszczkowy opracowany w laboratorium Eveline Cosmetics zapewniający spektakularny efekt odmłodzenia skóry. Formuły bogate w drogocenny olejek arganowy wygładzają nawet głębokie zmarszczki, intensywnie regenerują i odżywiają, przywracając skórze młodzieńczy blask.
Przeciwzmarszczkowy odmładzający krem na dzień przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji cery dojrzałej. Innowacyjna formuła bogata w olejek arganowy, bioHyaluron Complex i proteiny soi doskonale nawilża, regeneruje, odżywia i wzmacnia naskórek. Widocznie spłyca zmarszczki, linie mimiczne i kurze łapki. Poprawia gęstość, sprężystość i elastyczność skóry. Ujędrnia i napina. Pozostawia skórę aksamitnie gładką i miękką w dotyku. Przywraca cerze witalność i młodzieńczy blask.
Kompleksowe działanie liftingująco-przeciwzmarszczkowe: nawet głębokie zmarszczki, linie mimiczne i bruzdy zostają spłycone, a wielowymiarowy i trwały efekt liftingujący przywraca właściwe napięcie i gwarantuje spektakularne odmłodzenie owalu twarzy.





Co prawda nie mam cery dojrzałej i nadal jestem w zakresie 20+, ale to nie przeszkadza w używaniu kremów przeciwzmarszczkowych. Krem, który zawiera kilka olejków i witamin nie musi być od razu przeznaczony tylko dla cery dojrzałej, bo niby czemu? Równie dobrze młodą twarz można pielęgnować kremami z bogatym składem, chociażby dlatego, że tego potrzebuje; a i można zapobiec przedwczesnych zmarszczkom i już teraz zadbać o to, by później nasza cera wyglądała lepiej.





Z obietnic producenta można wywnioskować, że po użyciu tego kremu będziemy wyglądać co najmniej 10 lat młodziej, zwalczymy wszystkie zmarszczki i będziemy odmłodzone jak po liftingu. W takie rzeczy nie należy oczywiście wierzyć, bo nie ma możliwości by krem wyprawiał takie cuda na naszej twarzy. Mimo to zawiera bogaty skład, dzięki któremu sięgnęłam właśnie po niego.
Na pierwszych miejscach możemy znaleźć: olej sojowy, mocznik, glicerynę, kwas hialuronowy, olej arganowy, olej kokosowy, masło shea. Całkiem nieźle, prawda?





Konsystencja kremu przypomina śmietanę. Jest jakby zbita na pierwszy rzut oka, ale jednak miękka. Zapach jest trochę sztuczny, ale przyjemny. Przy rozsmarowaniu na twarzy czuć, jakby krem się rozpuszczał pod wpływem ciepła i miał bardziej wodnistą konsystencję. Dzięki temu bardzo szybko wchłania się w skórę, nie pozostawiając tłustego, błyszczącego się filmu – tak, jakby skóra wypijała go w całości. Nałożony grubszą warstwą może pozostawić lepki film na skórze. Myślę, że to zasługa hydrolizatu protein soi, który jest na 5 miejscu w składzie. Ma on za zadanie zmiękczać, nawilżać i wygładzać skórę, jednak zwiększa lepkość i kleistość kosmetyku. Dlatego wystarczy niewielka ilość kremu nałożona na twarz, by wchłonął się w całości bez tego nieprzyjemnego efektu.

Krem dobrze nawilża skórę, wygładza i widocznie poprawia jej stan. Nie wiem czy spłyca zmarszczki, bo ich nie posiadam, ale na pewno im zapobiega. Krem nadaje się pod makijaż. Podkład dobrze się na nim trzyma, nie roluje podczas nakładania i ładnie wygląda.

Można nakładać go na okolice oczu, ponieważ nie szczypie, a często mam z tym problem. Niektóre kremy powodują u mnie łzawienie i pieczenie, a ten na szczęście nie.
Jest to bardzo fajny krem z bogatym składem i spokojnie mogę go polecić tym, którzy chcą zadbać o swoją buzię i dostarczyć jej dużego nawilżenia.

Czy Wy też sięgacie czasem po kremy przeznaczone dla cery dojrzałej?

21 gru 2013

Sweet Secret - szarlotkowe masło do ciała



Jak tam przygotowania do Świąt? Pieczecie już placki i lepicie pierogi? Ja w między czasie, pomiędzy tymi przygotowaniami zapraszam Was na szarlotkę z bitą śmietaną i cynamonem, która wpasowuje się w nadchodzący klimat. Mowa oczywiście o maśle do ciała od Farmony.






Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej, aksamitnej konsystencji i apetycznym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ekstraktu z jabłka, olejku cynamonowego i protein mlecznych, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, na długo pozostawiając kuszący zapach rajskiego deseru. 





Masełko znajduje się w zakręcanym 225 ml opakowaniu i jest zabezpieczone sreberkiem. Bardzo lubię takie opakowania, bo widzimy ile jeszcze zostało produktu i można go zużyć do samego końca. Konsystencja jest gęsta, ale dobrze rozprowadza się na skórze, szybko wchłania i nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Spokojnie można ubrać się po wysmarowaniu całego ciała, bez obawy, że pobrudzi ubranie. 




Masło dobrze nawilża skórę, staje się ona gładka i przyjemna w dotyku. Największą zaletą tego masła jest jego zapach, który pozostaje na ciele jeszcze chwilę po wysmarowaniu. Zapach jest tak przyjemny, że chciałoby się go spróbować. Nie wyczuwam w nim szarlotki - dla mnie pachnie lodami, w których lekko przebija się cynamon. Zapach jest bardzo apetyczny, roznosi się po pokoju i kojarzy mi się ze Świętami.
Zagłębiając się w skład można w nim znaleźć masło shea (na drugim miejscu!), glicerynę, parafinę, wosk pszczeli, ekstrakt z jabłek, proteiny mleka i olej cynamonowy. Masło powoli sięga denka i już wiem, że kupię je ponownie.
Szukałam też na półkach masła waniliowego, które również bardzo lubię, ale ostatnio nie mogę go znaleźć, nie wiecie czy jest nadal dostępne w sprzedaży?

15 lis 2013

Evree, deep moisture - krem do rąk

Jesienią i zimą bez kremu do rąk się nie obejdzie. Moja skóra woła o nawilżenie! Dzisiaj pokażę Wam moje nowe odkrycie, a mianowicie głęboko nawilżający krem do rąk do skóry suchej i szorstkiej od Evree.



Na stronie internetowej Evree możemy przeczytać, że specjalizują się w produktach do dłoni i stóp. Ich produkty nie zawierają parafiny, SLS i SLES, natomiast są produkowane na bazie substancji pochodzenia naturalnego takich jak emolienty roślinne, olejki z owoców, olejki roślinne, witaminy, masła, woski, proteiny.


Natychmiastowa pomoc dla skóry szorstkiej i przesuszonej z powodu jej naturalnej skłonności do wysuszania jak również kontaktu z detergentami takimi jak: mydło, płyn do naczyń, proszek do prania, itp. Na całej powierzchni dłoni i paznokci pozostawia delikatną warstwę ochronną, która utrzymuje się kilka godzin jeśli nie jest zmywana.
Innowacyjna formuła kremu opracowana jest na bazie aktywnych składników pochodzenia roślinnego. Zawiera urea, roślinną glicerynę, kompleks nawilżający Hydromanil, olej canola oraz roślinne emolienty.
Formuła kremu głęboko nawilża, wzmacnia barierę ochronną Twojej skóry oraz zapobiega ponownej utracie wilgoci.
Rezultat: po zastosowaniu twoja skóra będzie intensywnie nawilżona, wygładzona, przyjemna w dotyku i otulona świeżym zapachem.





Krem do rąk Evree zamknięty jest w niebieskiej 100ml tubce. Jest to miękkie opakowanie, a wyciskanie kremu nie stwarza problemów. Zamykanie jest szczelne i higieniczne.
Krem, mimo gęstej konsystencji, szybko się wchłania i dobrze rozsmarowuje na dłoniach. Pozostawia je dobrze nawilżone, miękkie w dotyku i delikatne. Zapach kremu przypomina mi perfumy Lady Million i pozostaje on na dłoniach przez chwilę, a potem się ulatnia. Nawilżenie jest mocne i długotrwałe, aż do mycia rąk kiedy aplikację kremu trzeba powtórzyć. Jak do tej pory jest to jeden z najbardziej nawilżających kremów do rąk jaki miałam. Jest wydajny, nie trzeba go używać w dużej ilości – o czym też producent informuje na opakowaniu.


Wnioskując po składzie, krem rzeczywiście nie zawiera parafiny, ma za to mocznik, glicerynę – i to na pierwszych miejscach! Potem trochę dalej znajdziemy m.in. olej canola, masło shea i wosk pszczeli.



Krem mam ze sobą zawsze w torebce i używam w ciągu dnia. Stał się moim ulubieńcem!

Znacie ten krem?

25 wrz 2013

Ziaja, Kozie mleko - mleczko do ciała

Rzadko kiedy zdarza mi się nie wysmarować ciała po kąpieli. To już stało się moim codziennym rytuałem. Dzisiaj pora na recenzję kolejnego nawilżacza.

Odżywcza emulsja typu woda w oleju. Zawiera kompleks składników koziego mleka bogaty w proteiny, kwasy organiczne, lipidy, węglowodany oraz witaminy A i D.
Działa naprawczo na epidermę, intensywnie nawilża i wygładza skórę, wyraźnie zmiękcza naskórek.






Mleczko do ciała Ziaja Kozie mleko zamknięte jest w 500ml butelce z pompką, a producent podaje, że w środku znajduje się 400ml produktu. Opakowanie jest bardzo proste, bez żadnych krzykliwych wzorów. Dużym plusem jest pompka, co ułatwia dozowanie mleczka i jest bardziej higieniczne, niż w przypadku odkręcanych smarowideł. 









Konsystencja mleczka jest rzadka i lejąca się. Przez co łatwo się rozprowadza i wchłania. 
Najbardziej w tym produkcie urzekł mnie zapach - jest delikatny, świeży i przyjemny.









Mleczko dobrze nawilża skórę, pozostawia ją gładką i pachnącą. Wchłania się całkowicie nie pozostawiając tłustej warstwy. Efekt nawilżenia nie jest długotrwały, ponieważ rano moja skóra domaga się ponownego nasmarowania, jednak producent wspomina, że w przypadku skóry bardzo suchej mleczko należy aplikować przynajmniej 2 razy dziennie. 
Mleczko jest wydajne - używam go codziennie od początku września i jestem prawie w połowie butelki. Nie zauważyłam, żeby wizualnie poprawiało stan skóry, ale jest ona gładsza w dotyku. 
Jest to całkiem przyjemny nawilżacz. Jego działanie nie wywołuje ochów i achów, jednak zapach bardzo lubię!
Daję mu plus za wygodne pompkowe opakowanie, super zapach, brak parabenów i parafiny w składzie.


Lubicie kosmetyki Ziaji?