29 gru 2015

Duet evree Instant Help, czyli ratunek suchej skóry



Duet kosmetyków evree z serii Instant Help został stworzony po to, by przynieść ulgę mocno przesuszonej i popękanej skórze. Kosmetyki mają za zadanie dogłębnie nawilżać, regenerować, oraz pozostawiać długotrwałe ukojenie dla skóry. W skład gamy Instant Help wchodzi krem ratunek do rąk, oraz balsam ratunek dla ciała. Oba zawierają masło mango, glicerynę, alantoinę oraz tlenek cynku i oczywiście można je kupić łącznie, lub osobno :)


krem do rak, balsam do ciala, evree, krem ratunek, balsam ratunek




Marka evree jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i w tym przypadku również było podobnie!
Obydwa kosmetyki spisują się bardzo dobrze i każdy z nich wart jest uwagi. 

Balsam do ciała świetnie pachnie, intensywnie nawilża skórę i pozostawia ją przyjemnie pachnącą i ukojoną. Ma konsystencję typowego balsamu, jest lżejszy od maseł, ale treściwy; bardzo łatwo się rozsmarowuje na skórze i szybko wchłania. Balsam nie ma w składzie parafiny i nie pozostawia na skórze śliskiego filmu typowego właśnie dla tego składnika, więc przeciwnicy parafiny powinni być zadowoleni. Nawilżenie skóry pozostaje na wysokim poziomie, a balsam daje sobie radę z mocno przesuszoną skórą. Zapach jest naprawdę bardzo przyjemny i jeszcze na długo pozostaje na skórze :)

Podobnie jest z kremem do rąk, którego zapach i konsystencja jest bardzo podobna do balsamu. Wystarczy odrobina kremu, by wchłonął się całkowicie i nie pozostawił na dłoniach tłustej warstwy. Dłonie stają się miękkie, ładnie nawilżone i gładkie, Taki efekt utrzymuje się oczywiście do kolejnego mycia rąk, ale tak jest z każdym kremem.

Obydwa kosmetyki stosuje się bardzo przyjemnie, podoba mi się zarówno konsystencja, jak i ich zapach, oraz stopień nawilżenia skóry. 
Kosmetyki evree możecie dostać w większości drogerii :)







12 sie 2015

Vis Plantis - odżywczy balsam z filtratem ze śluzu ślimaka

Nie myślałam nigdy, że zdecyduję się na używanie kosmetyków ze śluzem ślimaka, bo zawsze te stworzenia obrzydzały mnie swoim wyglądem, szczególne te bezdomne, czarne ślimaczki, które tak licznie wychodzą po deszczu.. afe! Jednak kosmetyki ze śluzem tych zwierzątek stają się coraz bardziej popularne, szczególnie w Azji, gdzie dostępnych jest wiele rodzajów produktów z tym składnikiem. Dzisiaj przedstawię Wam odżywczy balsam do ciała od Vis Plantis, który niedawno wszedł do sprzedaży i w składzie posiada właśnie wspomniany śluz ze ślimaka :)

balsam z filtratem ze sluzu slimaka, balsam ze sluzem slimaka, sluz slimaka, mocno nawilzajacy balsam, balsam do suchej skory

Wertując internet można znaleźć informacje o dobroczynnym działaniu śluzu ze ślimaka na skórę. Można przeczytać, że działa on między innymi na skórę trądzikową i pomaga leczyć zmiany zapalne, regeneruje skórę, odżywia, a nawet odmładza!
Balsam od Vis Plantis ma za zadanie zregenerować skórę, łagodzić uczucie suchości i zwiotczenia skóry. Na opakowaniu można doczytać, że filtrat ze śluzu ślimaka pomaga szybko naprawić uszkodzenia skóry, zawiera wysoki poziom protein, kolagen, elastynę, alantoinę, witaminy A, C, E, mukopolisacharydy, AHA. 
Producent przekonuje również, że pozyskiwanie śluzu od ślimaków odbywa się za pomocą humanitarnych metod, nieprzynoszącym ślimakom cierpienia.


W składzie na drugim miejscu widnieje parafina, która mi w kosmetykach kompletnie nie przeszkadza. Nie odnotowałam nigdy negatywnych skutków po stosowaniu kosmetyków z parafiną, wręcz przeciwnie przy skórze suchej mam wrażenie, że kremy lepiej działają, a nawilżenie utrzymuje się dłużej na skórze. Dalej w składzie możemy znaleźć m.in. glicerynę, wosk pszczeli, olej z róży damaceńskiej, jest też wspomniany filtrat ze śluzu ślimaka, a także olej arganowy i witamina E.


W opakowaniu mamy sporo balsamu do zużycia. Butla mieści w sobie aż 500ml kosmetyku, a dodatkowo posiada wygodną pompkę. 
Konsystencja odżywczego balsamu jest bardzo treściwa, przez co trzeba go chwilę rozsmarować na skórze, ale dzięki temu nadaje się również do masażu. Pozostawia na skórze lekko błyszczącą warstwę, która potrzebuje chwilę czasu, żeby wchłonąć się do końca. 
W zapachu dominuje róża (w składzie znajdziemy bowiem olej z róży damaceńskiej), jednak nie jest on nachalny, a subtelny i przyjemny. Myślę, że nie będzie przeszkadzał osobom, które nie przepadają za zapachem róży.
Balsam pozytywnie mnie zaskoczył. Rzeczywiście jego działanie można nazwać odżywczym i łagodzącym! Balsam bardzo dobrze nawilża, a nawet natłuszcza skórę na długi czas. Poradzi sobie z bardzo suchą, wołającą o nawilżenie skórą, pozostawiając na niej przyjemną warstwę i uczucie miękkości. Polecam go każdemu, kto boryka się z przesuszoną skórą na ciele, a w szczególności na łokcie, kolana i stopy.
Chętniej sięgnę po niego w zimie, kiedy moja skóra rzeczywiście woła o konkretne nawilżenie, bo teraz, kiedy codziennie w upalne dni przyklejam się do krzesła nie mam ochoty nakładać czegokolwiek :P Odżywczy balsam lepiej sprawdzi się zapewne zimą, dlatego  przeczeka u mnie na półce okres letni i z chęcią powrócę do niego za kilka miesięcy :)

Oprócz wersji odżywczej w drogeriach znajdziecie też wersje antycellulitową, redukującą rozstępy, nawilżającą oraz odmładzającą, a wszystkie oczywiście ze śluzem ślimaka :)
Wszystkie balsamy, oraz pozostałe produkty z tej serii możecie przeglądnąć na stronie sklepu Green Pharmacy.

Używaliście już kosmetyków ze śluzem ślimaka? :)




12 maj 2015

Avebio - Olej monoi

Jestem ciekawa, czy ktoś z Was kojarzy tytułowego bohatera, bo ja muszę się przyznać, że pierwszy raz usłyszałam o oleju monoi :)
Myślałam, że to jakiś olej wyciskany z konkretnej rośliny, a jak się okazuje jest to mieszanka pewnego oleju i ekstraktu z kwiatów. Jakiego oleju? Czytajcie dalej :)


avebio olej monoi, olej kokosowy, olej z kwaiatami gardenii, kwiaty tiare, olej do wlosow, olej do ciala, olejek, kwiaty gardenii

Patrząc na skład oleju monoi od razu widzimy, że jest to nic innego jak połączenie oleju kokosowego z ekstraktem z kwiatów gardenii tahitańskiej, narodowego kwiatu Tahiti, którym tamtejsze kobiety ozdabiają swoje włosy. Ale, ale..! Nie jest to zwyczajne dodanie do siebie tych dwóch składników, bowiem za procesem powstawania oleju monoi kryje się tradycja, pochodząca wprost z polinezyjskich wysp! I teraz pewna ciekawostka..
Otóż powstawanie oleju monoi ma swoje etapy. Pierwszym z nich jest wytworzenie oleju kokosowego z wysuszonych na słońcu kokosów, które potem są rozdrabniane i prasowane. Wyciśnięty z nich olej kokosowy musi odstać jakiś czas w celu stabilizacji, a następnie w końcowym etapie jego produkcji dodane zostają kwiaty gardenii, które moczone są w oleju kokosowym przez 15 dni. W tym czasie olej nabiera właściwości pielęgnacyjnych tej rośliny, a także przejmuje jej piękny kwiatowy zapach :) No i tak właśnie powstaje olej monoi, który podobno po dziś dzień jest ręcznie produkowany przez mieszkańców polinezyjskich wysp.



Samego, czystego oleju kokosowego próbowałam na swojej skórze już jakiś czas temu i niestety na mojej suchej skórze się nie sprawdził. Ja wiem, że powinien zmiękczać i natłuszczać jak pozostałe oleje, ale niestety mnie czysty olej kokosowy wysusza (?!) Nie wiem jak to jest możliwe, ani co się kryje za tą ciekawostką, ale tak po prostu jest. Czytałam różne opinie w internecie i słyszałam, że są również osoby, które tak reagują na olej kokosowy.. uff nie jestem sama :) Ale swoją drogą jestem ciekawa czemu tak jest.
Do testowania oleju monoi podeszłam właśnie z dozą niepewności, no bo to przecież olej kokosowy, w którym moczyły się kwiaty i finalnie nadal jest to jakby olej kokosowy, ale z aromatem kwiatów gardenii.



Na samym początku urzekł mnie jego przepiękny, delikatny kwiatowy zapach! Od razu pomyślałam, że jak najbardziej chciałabym tak pachnieć i jako miłośniczka kwiatowych zapachów mogłabym nawet mieć taką mgiełkę do ciała. W oleju monoi nie czuć zapachu oleju kokosowego, natomiast dominują w nim głównie aromaty właśnie kwiatów gardenii. Jeżeli kojarzycie wosk Yankee Candle o tym zapachu, to możecie podejrzewać, jak pachnie ten olej :) Pewnie nie każdemu się spodoba, bo wiadomo że zapach to kwestia sporna, ale mi jak najbardziej przypadł do gustu.

Konsystencja oleju monoi jest stała i zaczyna topnieć powyżej temperatury 25 stopni, zamieniając się w płynną konsystencję. Olej topi się w bardzo szybkim tempie, nawet szybciej od tradycyjnego oleju kokosowego. Musiałam bardzo szybko zrobić zdjęcie olejowi na dłoni, bo wręcz roztapiał się w tempie ekspresowym :)



Olej bardzo szybko wchłania się w skórę, pozostawiając ją natłuszczoną i miękką, oraz z przepięknym zapachem kwiatów gardenii!
Jednak na następny dzień, dzieje się to samo, co działo się u mnie podczas używania oleju kokosowego. Olej monoi również niestety wysuszał mi skórę. Nakładałam go na sucho i na mokro, ale za każdym razem efekt niestety był taki sam. Rano, kiedy się budziłam moja skóra twarzy i ciała była przesuszona, swędziała i widać było wręcz suchą, łuszczącą się skórę. No cóż.. żałuję, że moja skóra akurat tak reaguje na ten olej, bo z chęcią bym się nim smarowała, tym bardziej, że tak cudownie pachnie. Jeżeli Wy nie mieliście nigdy takich perypetii podczas używania oleju kokosowego, a wręcz lubiliście go za jego nawilżenie, to jestem pewna że olej monoi również polubicie. Nie chcę skreślać tego oleju, bo wiem, że każda skóra inaczej reaguje na róże oleje, a moja akurat reaguje wysuszeniem.

Moja mama, posiadaczka innej skóry - mieszanej w kierunku tłustej jest z tego oleju bardzo zadowolona. Mówiła, że skóra jest ładnie natłuszczona i olej nie wywołał swędzenia skóry - co często się u niej zdarza w przypadku balsamów do ciała. Świadczy to o jego naturalnym i bezpiecznym składzie. Zapach również się jej bardzo spodobał i chętnie będzie go używać.

Jednakże oprócz pięknego zapachu, olej ma jeszcze jeden plus, bo znalazłam inne zastosowanie, które w tym przypadku jak najbardziej mi się spodobało. Włosy! Przyznam się, że wcześniej nie próbowałam używać czystego oleju kokosowego na moje włosy, więc nie wiem jak by się sprawdzał (pewnie z powodu tego ogólnego przesuszenia), ale stwierdziłam, że olej monoi przetestuję również na włosach. No i co się okazało? Że włosy po myciu wyglądały bardzo ładnie i to bez odżywki! Olej spłukał się bez większych problemów, już przy pierwszym myciu szamponem. Dodatkowo włosy bardzo ładnie lśniły i to intensywniej niż zwykle, były mięciutkie w dotyku, sypkie i dociążone. Teraz już wiem, w jaki sposób zużyję olej monoi :)


Olej monoi z firmy Avebio, możecie kupić na stronie sklepu Słoik i Tubka

Napiszcie mi koniecznie, czy używałyście oleju monoi, lub zwykłego kokosowego? I jestem również ciekawa, jak Wasza skóra reaguje na ten olej? Czy jest wśród was ktoś, kogo olej kokosowy również wysusza? Piszcie. Może wspólnie dojdziemy do jakichś wniosków :) 





 Informacja!
Zauważyłam ostatnio, że moje posty publikują się ze znacznym opóźnieniem na liście czytelniczej bloggera, zatem proszę Was o ręczne dodanie adresu mojego bloga. 
Możecie to zrobić wchodząc na swoją listę czytelniczą, kliknąć "Dodaj" i wpisać tam http://blankita.pl/ - z góry dziękuję! :)



29 mar 2015

Olejki Vis Plantis - arganowy, macadamia i różany

Olejki w mojej pielęgnacji pojawiły się już jakiś czas temu. Odkąd na stałe goszczą w mojej codziennej rutynie, moja cera jest im za to wdzięczna. Nie mogłam zatem odmówić przetestowania kolejnych, tym razem nowości od Vis Plantis, których producentem jest nasza polska firma Elfa Pharm :)

olej do ciala, olejek do ciala, olej do wlosow, olejek do wlosow, olej do twarzy, olejek do twarzy, elfa pharm oleje, olejki elfa pharm, olej arganowy, olej macadamia, olej makadamia, olej rozany, olejek

Olejki zapakowane są w kartonik, a ich pojemność wynosi 30ml. Zostały podzielone na trzy rodzaje: olejek arganowy - do włosów, olejek macadamia - do ciała i olejek różany - do twarzy.
Nie są to czyste olejki, jak zresztą zobaczycie zaraz po składzie - jest to raczej mieszanka olejów i innych składników. W każdym z nich dopatrzyłam się również witaminy E, co jest niewątpliwym plusem, gdyż wszyscy wiemy jakie dobroczynne działanie na nasza skórę ma witamina E.


sklad olejow vis plantis, skladniki olejow, sklad olejow elfa pharm, oleje do ciala, olej arganowy, olej macadamia, mieszanka olejow, oleje wzbogacone, witamina e w olejach, oleje z witamina e

Poniżej możecie też zobaczyć procentową zawartość poszczególnych olejów. Jak widzicie olej różany ma tylko 10% olejku różanego, resztę stanowi olej macadamia; olej arganowy jest połączeniem oleju arganowego i macadamia w prawie równych proporcjach, natomiast olejek macadamia nie zawiera innych olei.

elfa pharm olejki, sklad olejkow vis plantis, zawartosc olejkow, mieszanka olejow, olej rozany i macadamia, olej arganowy i macadamia, olej macadamia, procentowa zawartosc olejow

Zapakowane są one w małe, plastikowe buteleczki z otwieraniem na zatrzask, a samo używanie jest bardzo wygodne. Buteleczki są wykonane z twardego plastiku, ale po lekkim ściśnięciu udaje się wydostać olejek nawet po kropelce, więc nie ma problemu z odmierzaniem :)


Jeśli chodzi o olejek różany, przeznaczony do twarzy, to zwolenniczki różanych zapachów będą zadowolone. Olejek delikatnie pachnie różą, ale nie taką sztuczną, tylko prawdziwą. Ja niestety nie należę do wielbicieli takich zapachów, ale jest on na tyle delikatny, że nie przeszkadza mi w jego używaniu.
Jego konsystencja jest gęsta, dlatego nie należy przesadzać z ilością. Używałam ostatnio do twarzy bardziej wodnistych konsystencji olejków i na początku dałam go za dużo, co poskutkowało tym, że nie chciał się wchłonąć. Wystarczy wydobyć dosłownie dwie krople, by cała twarz została wysmarowana. Testowałam go na dwa sposoby - używałam go solo, jak i mieszałam z kremami, ale ten drugi sposób bardziej mi odpowiadał, bo wtedy olej lepiej się rozsmarowywał na twarzy. Dla mnie olejek różany okazał się zbyt gęsty do stosowania go solo na twarz, gdyż mam kłopoty z jego dobrym rozsmarowaniem. Używam go jedynie wieczorem, dlatego wkrapiam dwie, trzy krople do kremu na noc i wtedy byłam zadowolona z efektu mocniejszego nawilżenia i lepszego rozsmarowania.

Cena: 13,99zł do kupienia: TUTAJ

Olejek arganowy został przeznaczony do stosowania na włosy. W tej roli spisuje się bardzo dobrze, bo ładnie nawilża i nabłyszcza włosy, a przy tym łatwo się z nich zmywa. Włosy olejuję bardzo rzadko, dlatego stosowałam ten olejek również na całe ciało, jak i do twarzy. Jeśli chodzi o to jak się spisał, to uważam że nawet lepiej od olejku macadamia i różanego. Mam wrażenie, że ma najbardziej płynną konsystencję spośród całej trójki, przez co wchłania się najlepiej i najszybciej. Dodatkowo ma naprawdę bardzo ładny i przyjemny zapach, jakby troszkę perfumowany. W ogólnym rozrachunku olejek arganowy wypadł u mnie najlepiej i najchętniej sięgałam właśnie po niego. Spisał się zarówno na włosach, ciele, jak i twarzy, a jego zapach bardzo umila stosowanie i zostaje dłużej na skórze.

Cena: 17,99zł, do kupienia: TUTAJ

Olejek macadamia, czyli ten bez mieszanki dodatkowych olejów, przeznaczony do stosowania na całe ciało znika najszybciej. Myślę, że 30ml to troszkę mała pojemność na olejek do ciała, dlatego często też mieszałam go z balsamami i tak wsmarowywałam na całe ciało. Jego zapach najmniej przypadł mi do gustu i nawet nie wiem jak go określić, jest dziwny i trochę sztuczny. Natomiast co do właściwości olejku macadamia nie mam zastrzeżeń. Bardzo fajnie nawilża ciało, szczególnie po wysuszającej kąpieli i również wystarcza niewielka ilość by pokryć nim skórę. Dobrze spisuje się również na suchych piętach i łokciach, nawilżając i zmiękczając skórę.

Cena: 10,99zł, do kupienia: TUTAJ

Ogólnie muszę przyznać, że wszystkie olejki dobrze się u mnie sprawdziły. Najbardziej do gustu przypadł mi jednak arganowy, który wyjściowo jest przeznaczony do włosów, ja jednak upodobałam go sobie do ciała i twarzy. Ma najładniejszy zapach z całej trójki, który pozostaje na ciele, a sam olej najszybciej się wchłania. Różany okazał się dla mnie zbyt gęsty do stosowania go solo na twarzy i lepiej współpracuje mi się z nim mieszając go z kremem na noc. Olejek macadamia ma troszkę dziwny zapach, dlatego najczęściej mieszałam go z balsamami do ciała, które ładnie pachniały, wzbogacał je i sprawiał, że ciało było jeszcze lepiej nawilżone. 

Jeśli macie ochotę wypróbować te olejki, to na pewno znajdziecie je stacjonarnie w drogeriach, lub online. Na początek polecam arganowy! :)

Który z nich miałybyście ochotę wypróbować? :)



18 wrz 2014

Bielenda, Polinezja SPA - wyszczuplający mus do ciała

Są czasem kosmetyki, które nie zachwycają niczym szczególnym, ale też nie są spisane całkiem na straty. Dzisiejszy kosmetyk jest właśnie takim, który nie powalił mnie na kolana, ale też nie okazał się kompletnym bublem. Dlaczego? Zapraszam do czytania :)


Mus do ciała od Bielendy zamknięty jest w dużym słoju. Bardzo lubię takie opakowania, bo zawsze wykorzystam kosmetyk do samego końca. Podoba mi się też jego szata graficzna, która na pewno zachęca do zakupu i wygląda dosyć oryginalnie.

Skład musu też nie jest najgorszy, bo na trzecim miejscu mamy masło shea, jest też gliceryna, ekstrakt z kwiatów ochideii, algi Laminaria, olej kokosowy i alantoina. 



No i teraz przejdźmy do konkretów. Po pierwsze czytając na opakowaniu, że jest to mus do ciała oczekiwałam lekkiej i piankowej konsystencji, podobnej do sławnego czekoladowego deseru.
Największym rozczarowaniem było to, że w niczym nie przypomina on wcześniej wspomnianego musu. Jest to konsystencja bardzo rzadka i wodnista, wręcz lejąca się, która przemieszcza się w słoju brudząc go naokoło. Po nieumyślnym przechyleniu słoja na bok, mus jest w stanie się z niego wylać, co prawda powoli ale jednak.
Myślę, że najlepszym określeniem jego konsystencji byłoby nazwanie go mleczkiem do ciała.

Jako, że mus ma rzadką konsystencję, łatwo się rozsmarowuje na skórze i bardzo szybko wchłania. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu, a skóra jest bardzo delikatnie nawilżona. Dla mojej wymagającej skóry nawilżenie okazało się trochę za słabe i musiałam używać go więcej. Mimo to, pozostawiał skórę delikatną i miłą w dotyku. Plusem jest na pewno to, że nie pobrudzi nam ubrań, czy piżamy, bo wchłania się całkowicie. Jest więc jest fajnym rozwiązaniem, kiedy spieszymy się rano, a chcemy coś wklepać w skórę. Myślę, że dla tych, które nie mają przesuszonej skóry, będzie wystarczający.

Jest jednak rzecz, która mi się w nim spodobała i jest to zapach - bardzo delikatny, świeży i przyjemny. Podczas smarowania się, czuć go wszędzie, ale nie jest nachalny dla nosa. To trochę połączenie świeżości z kwiatową nutą zapachową.
Jednak sam zapach nie wystarczył, bym zachwyciła się tym kosmetykiem i zdecydowała na ponowne jego używanie.
Względy pielęgnacyjne są dla mnie jednak ważniejsze, niż zapach i drugi raz bym się na niego nie zdecydowała.
Gdybym go miała krótko podsumować, powiedziałabym, że mus nie jest zły, ale też szału nie robi, ot przeciętny balsam o ładnym zapachu :)

Znacie któryś z kosmetyków Bielendy z serii Polinezja SPA?

21 sie 2014

Evree - Gold Argan, olejek do ciała

Dzisiaj przychodzę do Was z nowością od marki Evree, a mianowicie olejkiem do ciała Gold Argan. Jak się spisał? Zapraszam na recenzję :)

evree, olejek do ciała, olej arganowy, gold argan, naturalny olej, do ciała,

Olejek znajdował się w kartoniku na którym możemy przeczytać, że po jego zastosowaniu skóra ma być nawilżona, odżywiona, elastyczna i jędrna, oraz ma odzyskać zdolność do szybszej regeneracji.
W ciągu czterech tygodni codziennego stosowania mamy zauważyć widoczną redukcję zmarszczek i szorstkości skóry.
Dodatkowo olejek nie zawiera olejów mineralnych, silikonów i parabenów, przez co może być stosowany również przy skórze z problemami. Zawiera za to witaminę E, antyoksydanty, oraz kwasy omega 3+6+9.


Skład olejku jest bardzo fajny:
INGREDIENTS: Argania Spinosa (Argan) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylexyl Stearate, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Sesamum Inducum (Sesame) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Tocopheryl Acetate, Beta-Carotene, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA, Parfum (Frangrance), Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool.

Jak widzicie olejek arganowy jest już na pierwszym miejscu, potem mamy olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej sezamowy, olej macadamia, olej ryżowy, witaminę E i Beta Karoten.
 




No to teraz przejdźmy do tego jak używało mi się olejku. Producent zaleca stosowanie go na 3 sposoby: na czystą suchą skórę, po prysznicu na mokrą lub do masażu. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem było stosowanie go codziennie wieczorem na umytą i suchą skórę całego ciała. Na początku urzekł mnie jego zapach! Olejek pachnie bardzo przyjemnie, jest to delikatny, perfumowany i elegancki zapach, który zostaje z nami na dłużej. 

Kolejną rzeczą jaka zachwyciła mnie w tym olejku jest to, że na prawdę błyskawicznie wchłania się i nie zostawia nieprzyjemnej tłustej warstwy na skórze. Każda moja przygoda z olejkami kończyła się tłustym i klejącym ciałem, bo zwykle olejki nie wchłaniają się całkowicie. Tutaj jest zupełnie inaczej - olejek wchłania się praktycznie cały, a skóra pozostaje niesamowicie miękka. Mamy pewność, że nie zabrudzimy po nim naszych ubrań, ani pościeli, bo olejek nie pozostawia na skórze tłustych śladów.
Działanie olejku oceniam jako bardzo dobre. Dobrze nawilża skórę i sprawia, że staje sie ona niesamowicie gładka w dotyku, wręcz aksamitna. Po dłuższym czasie zauważyłam, że moja skóra stała się bardziej nawilżona i gładsza, szczególnie na łokciach, które często bywają przesuszone. Nawilżenie na skórze utrzymuje się przez dłuższy czas. Zwykle smaruję się codziennie po każdej kąpieli, a po stosowaniu tego olejku nie zawsze było to konieczne, bo skóra nie była mocno przesuszona.
Jednym słowem olejek spisał się u mnie na medal, bo nie tylko świetnie nawilża na dłuższy czas, ale także pięknie pachnie. Do tego ma kilka fajnych olejków, a obiecany olej arganowy, który jest w nazwie rzeczywiście znajduje się na pierwszym miejscu w składzie. Myślę, że wrócę do niego jeszcze w zimie, bo wtedy moja skóra jest bardzo wysuszona i chętnie przetestowałabym również drugą wersję olejku Multioils Bomb :)
Możecie go dostać w drogeriach za 29,99zł w 100ml butelkach.

Znacie ten olejek? Lubicie pielęgnację olejami?


P.S. Powoli zaczynam świętowanie, bo jutro - 22 sierpnia obchodzę swoje urodziny :) Jak dla każdego, jest do dla mnie wyjątkowy dzień, chociaż w tym roku będzie trochę smutniejszy. W poniedziałek odszedł nasz królik i jeszcze bardzo to przeżywam, był z nami 4 lata i bardzo się z nim związaliśmy. Nie obeszło się bez smutku i łez, ale powoli przechodzi :)
Jak i w tamtym roku, teraz też pojawi się post z tym co dostałam od bliskich oraz co sobie sprawiłam sama, także wyczekujcie :) I do następnego posta!


Inne recenzje produktów marki evree:
- Krem do rąk deep moisture
- Rekonstruktor, Essentian Oils - olejek do twarzy
- Max Repair, serum do paznokci

16 sie 2014

Mariza, Citrus Fresh - mgiełka do ciała

Lato to pora roku, kiedy szczególnie lubię mieć w torebce mgiełki do ciała, by odświeżyć się w upalny dzień. W tym roku towarzyszy mi mgiełka z firmy Mariza o zapachu Citrus Fresh. Jak się spisuje? Zapraszam do czytania :)


Lekka mgiełka do ciała przyjemnie odświeża skórę i nadaje jej energetyzujący zapach owoców cytrusowych z nutą jaśminu i drzewa cedrowego. Wzbogacona w kojący ekstrakt z dzikiej róży oraz d-pantenol.



Mgiełka znajduje się w plastikowej butelce z atomizerem o pojemności 150ml i można ją zamówić z katalogu Mariza za 21zł.
Zapach mgiełki spodobał mi się od samego początku. Jest bardzo świeży, cytrusowy, przełamany słodkością i kwiatowym aromatem. Dla mnie jest to zapach idealny na lato, który potrafi odświeżyć skórę w upalny dzień. Dzięki temu, że butelka jest plastikowa i niedużych rozmiarów, ląduje za każdym razem w mojej torebce i używam jej w ciągu dnia.
Lubię ją za to, że przynosi mi natychmiastowe odświeżenie, a jej rześki zapach bardzo przypadł mi do gustu! Szczególnie w lecie stawiam na cytrusowe zapachy, a ten jest dla mnie bardzo przyjemny. Mimo, że ma w sobie aromat cytrusów to nie pachnie chemicznie, ani jak detergent do mycia, nie jest to absolutnie zapach łazienkowy. Używam jej bardzo chętnie pryskając ciało ze 3 razy na dzień. Mimo, że ma w składzie alkohol nie zauważyłam dodatkowego przesuszenia na skórze, pewnie dlatego, że mgiełka zawiera ekstrakt z róży i d-pantenol wspomniany wcześniej. Mgiełka ma też minusy i to jeden dosyć spory..



Największym minusem tej mgiełki jest niestety jej trwałość. Zapach wytrzymuje na skórze około godzinę, co jest bardzo krótkim wynikiem. Ja wiem, że to nie są perfumy, które będą ze mną pół dnia, ale liczyłam ze zapach zostanie trochę dłużej na mojej skórze. Mimo to, bardzo przyjemnie się jej używa, a zapach jest naprawdę piękny!

Inne dostępne zapachy tych mgiełek to: Green Tea, Sweet Fruits oraz White Flowers.


Lubicie mgiełki do ciała?

26 cze 2014

Love Me Green - krem do ciała z zieloną herbatą

Pamiętacie, jak w zeszłym miesiącu pisałam o kremie do rąk marki Love Me Green? Mimo, że miał bardzo fajny i naturalny skład średnio spisywał sie do nawilżania moich suchych dłoni. Dzisiaj przyszła kolej na ich drugi produkt i jest nim krem do ciała z wyciągiem z zielonej herbaty. Jak się spisał?

Krem zamknięty jest w plastikowej, 200 ml butelce z pompką, jego szata graficzna jest prosta, ale estetyczna. Na opakowaniu można znaleźć informację, iż krem zawiera aż 99% naturalnych składników i dzięki ekstraktom z zielonej herbaty i kawy wspomaga eliminację tłuszczu z komórek.



Skład rzeczywiście jest fajny i znajdziemy tu m.in. aloes, olej migdałowy, glicerynę, olej z nasion słonecznika, olej sezamowy, wosk pszczeli, ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z myszopłocha kolczastego, ekstrakt z ziaren kawy.
 

Pompka jest tutaj dużym plusem, bo dzięki niej kremu używa się przyjemnie i wygodnie. Ma on dosyć gęstą konsystencję, ale po rozsmarowaniu wchłania się natychmiast. Trzeba go jednak chwilę wsmarowywać, ale przy okazji fundujemy sobie masaż. Pozostawia skórę bardzo dobrze nawilżoną, miękką i pachnącą. Moja skóra jest bardzo wymagająca i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten krem daje mi całkiem niezłe nawilżenie. Skóra jest bardzo miękka w dotyku, a nawilżenie utrzymuje się jeszcze cały następny dzień.
 

Zapach kremu jest trochę cytrusowy, przypomina rzeczywiście zapach zielonej herbaty. Bardzo polubiłam ten aromat, bo wieczorem mnie wprowadzał w przyjemny nastrój. Zapach pozostaje długo na ciele i na piżamie.
 

Jako, że krem miał mieć właściwości wyszczuplające stosowałam go jedynie na uda i pośladki, a przed rozpoczęciem kuracji zmierzyłam sobie obwód ud. Wyobraźcie sobie, że po 3 tygodniach miałam 2cm mniej w obwodzie i raczej nie można tu mówić o błędach w pomiarach, bo mierzyłam dokładnie w tym samym miejscu, klika razy. Przez te 3 tygodnie stosowania kremu nie ćwiczyłam, ani nie stosowałam żadnej diety, by przekonać się, czy rzeczywiście krem jakkolwiek działa. Zmiana oczywiście nie jest widoczna gołym okiem, bo te 2cm nie zmieniają drastycznie wyglądu moich ud, ale gdybym się wcześniej nie zmierzyła, dzisiaj powiedziałabym, że krem nie działa.
Skóra na udach jest bardziej napięta, więc uważam, że dodatkowo krem je trochę ujędrnił. Co do cellulitu również zauważyłam małą zmianę - jest trochę mniejszy, ale nadal jest.
 

Nie wierzyłam nigdy w wyszczuplające działanie żadnych kremów, bo rzeczywiście wyszczuplenia nigdy nie widać gołym okiem, ale centymetry pokazują co innego. Sama jestem w dużym szoku i nie spodziewałam się jakiejkolwiek zmiany, a krem mnie bardzo pozytywnie zaskoczył.
Jego cena jest dosyć duża, ale myślę, że skoro przynosi takie rezultaty, to warto zapłacić te pieniądze za 200ml kremu, szczególnie teraz, kiedy zaczynamy ubierać krótkie spodenki i odsłaniać nasze nogi. 


Można go kupić TU.

Dużym plusem jest tu również bogaty i naturalny skład kremu. Te z Was, które lubią naturalne kosmetyki będą zadowolone, ja jak najbardziej jestem i jeszcze kiedyś chętnie do niego powrócę.

17 cze 2014

Miss - pielęgnacja dłoni i stóp

Dzisiaj przychodzę do Was z dwoma produktami od firmy Barwa przeznaczonymi do pielęgnacji dłoni i stóp. Jesteście ciekawi jak się sprawdziły? Zapraszam.


Krem pielęgnacyjny do rąk, mleczno - miodowy, wygładzający.
Według producenta krem do rąk dzięki zawartości protein mleka i miodu ma wygładzać spierzchnięty naskórek i przywracać zdrowy wygląd dłoniom. Zawartość alantoiny i gliceryny ma sprawiać, że skóra pozostanie gładka, miękka i elastyczna. Krem ma się szybko wchłaniać, nie pozostawiać tłustej warstwy, oraz chronić przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.



Po pierwsze muszę przyznać, że skład kremu nie zachwyca, a proteiny mleka i miodu znajdują się daleko. Konsystencja jest bardzo lekka, przez co krem momentalnie po rozsmarowaniu wchłania się w dłonie i rzeczywiście nie zostawia na nich tłustej warstwy. Dłonie są wygładzone i miękkie, jednak słabo nawilżone. No cóż, producent nie mówi tu o nawilżeniu, więc może krem ma tylko wygładzać? W każdym razie po chwili, kiedy krem całkowicie się wchłonie, moje dłonie od nowa są suche i mam ochotę nałożyć go od nowa. Efekt wygładzenia i uczucie miękkości jaki daje ten krem jest bardzo krótkotrwałe. Powiedziałabym nawet, że jest to kwestia kilku minut i dłonie wymagają ponownego nałożenia czegoś nawilżającego.
Zapach kremu jest słodki, może i przypomina zapach mleka z miodem, ale jest trochę sztucznie i mdło. Jak bardzo przepadam za słodkimi zapachami, tak ten mnie nie przekonał i po prostu mnie dusi.
Krem niestety nie przypadł mi do gustu - nie nadaje się suchych i wymagających dłoni, bo nawilżenie jest bardzo małe. Czuć wygładzenie, ale sądzę, że to jedynie warstwa parafiny, która daje takie wrażenie. Jeżeli ktoś nie ma wymagających dłoni, lub cieszy go nakładanie dużych ilości kremów do rąk, to może być zadowolony z tego produktu. Cena też jest bardzo przystępna, bo można go dostać za ok 5zł w drogeriach i większych supermarketach.



Krem do suchych stóp i pękających pięt.
Krem do stóp ma za zadanie głęboko odżywiać, regenerować i zmiękczać naskórek oraz łagodzić i koić podrażnienia. Jego regularne stosowanie ma zapobiegać pękaniu pięt, a stopy mają być miękkie i aksamitnie gładkie. Polecany jest również do suchej skóry kolan i łokci.



Krem do stóp ma bardziej treściwszą konsystencję od swojego poprzednika, ale wchłania się równie szybko. No i przez chwilę stopy są rzeczywiście zmiękczone i lekko nawilżone, a po chwili dzieje się to samo co w przypadku kremu do rąk. Nawilżenie znika całkowicie, a stopy są od nowa suche i ma się je ochotę nasmarować od nowa. Na pewno nie jest to krem regenerujący, bo nie sądzę, żeby zregenerował nam skórę na piętach, szczególnie teraz, kiedy odsłaniamy je w sandałach i są szczególnie narażone na przesuszanie. Jest zbyt słabo nawilżający, żeby poradził sobie ze zrogowaciałą, czy też popękaną skórą na piętach. Ja nie mam jakichś szczególnych problemów z suchymi piętami, bo zazwyczaj tarka do stóp i mocne nawilżenie załatwia sprawę, ale używając tego kremu czuję wielki niedosyt nawilżenia, a moje prawie bezproblematyczne pięty są przesuszone.
Zapach kremu jest cytrusowy, bardzo chemiczny i niestety przypomina mi płyn do naczyń, czy też inne środki czyszczące. Miałam kiedyś nawet płyn do podłóg o tym zapachu i wtedy mi się podobał, ale w kremie nie jest dla mnie do zaakceptowania.
Krem do stóp także nie spełnił moich oczekiwań, ma zdecydowanie za słabe nawilżenie, jak na regenerujący krem, a do tego ma bardzo chemiczny, łazienkowy zapach. Tutaj cena też jest bardzo przystępna - produkt kosztuje ok 6zł i jest łatwo dostępny w drogeriach i supermarketach.

Znacie te produkty? Czy u Was też się nie sprawdziły?

15 cze 2014

Krauterhof - peeling do ciała z oliwą z oliwek

Do tej pory markę Krauterhof kojarzyłam głównie z ich przeciwbólowej maści końskiej, jednak nie miałam pojęcia, że mają również produkty do pielęgnacji ciała. Peeling o którym Wam dzisiaj opowiem, można kupić na stronie Sklepu Natko. Sklep ten oferuje maści na różne dolegliwości, takie jak bóle kręgosłupa, stawów, mięśni, żylaki, łuszczyca, wypadanie włosów, odleżyny, poparzenia słoneczne oraz kosmetyki pielęgnacyjne takie jak szampony, balsamy, olejki i peelingi. 


Opakowanie peelingu jest proste - jest to zakręcany, plastikowy słoiczek, mieszczący 400g produktu. Lubię takie opakowania za to, że można zużyć kosmetyk do samego końca. Dodatkowo peeling zabezpieczony był sreberkiem przez co mam pewność, że otwieram go jako pierwsza.


Peeling jak to peeling ma złuszczać martwy naskórek, odsłaniać ten nowszy, delikatniejszy - wiadomo. Wszystko zależy jednak od drobinek zdzierających w jakie został wyposażony, oraz reszty składu. Jak on wygląda?

Ingredients: Sodium Chloride, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Aqua, Cetyl Alcohol, Olea Europea Fruit Oil, Butyrosperum Parkii Butter, Panthenol, Parfum, Sodium Laureth Sulfate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, CI 19140, CI 42090.

Można z niego wyczytać, że drobinki znajdujące się w środku to sól, a peeling na pierwszych miejscach ma glicerynę i parafinę, trochę dalej oliwę z oliwek, masło shea i pantenol.


Pierwsze co rzuca się w oczy po otwarciu peelingu, to jego wierzchnia warstwa, która jest płynna i tłusta. Pod tą warstwą znajduje się peeling, który można wymieszać, lub używać od razu. Wydaje mi się jednak, że gdy będziemy używać tego peelingu bez mieszania, to wybierzemy tłustą warstwę, a na koniec opakowania zostanie nam suchy peeling. Biorę więc łyżkę i mieszam :)


Podczas mieszania czuć, że peeling pod spodem jest bardzo zbity i potrzeba chwili, by warstwy się zmieszały. Może to być uciążliwe, tym bardziej, że gdy peeling postoi nie ruszany, tłusta warstwa od nowa wypłynie na wierzch i czeka nas mieszanie przed każdym użyciem. Można to zrobić oczywiście palcami bezpośrednio przed peelingowaniem :)

No i najważniejsze - czyli działanie:
Peeling ma duże i mocne drobinki soli, dzięki czemu jest naprawdę mocnym zdzierakiem. Bardzo dobrze złuszcza naskórek, pozostawiając gładziutką skórę. Dodatkowo, peeling nie wysusza skóry, wręcz przeciwnie pozostaje ona lekko nawilżona i miła w dotyku. Tworzy na powierzchni skóry warstwę ochronną - to zapewne za sprawą parafiny i tak, wiem, że niektóre z Was tego nie lubią, a mi to nie przeszkadza.
Peeling może okazać się zbyt mocny dla wrażliwej skóry, bo drobinki są dosyć ostre. Te z Was, które lubią porządnie się wypeelingować, będą zadowolone.
Myślę, że peeling sprawdzi się właśnie teraz w okresie letnim do peelingowania stóp i złuszczania twardego naskórka na piętach. Sprawdziłam to i rzeczywiście moje pięty są gładkie w dotyku, bardziej miękkie i lekko nawilżone.
Peeling ma przyjemny zapach, dla mnie to trochę ziołowy aromat, który pozostaje na skórze w znacznie delikatniejszej formie.

Gdzie go można kupić? 
 - w sklepie internetowym -TU
 - stacjonarnie w wybranych sklepach, których lista dostępna jest TU

Lubicie solne peelingi?

9 maj 2014

Love Me Green - rewitalizujący krem do rąk

Dzięki Love Me Green od marca mam okazję testować ich rewitalizujący krem do rąk. Jeśli macie ochotę przeczytać co nieco o ich kremie, to zapraszam do czytania :)


Przede wszystkim muszę tu wspomnieć o tym, że marka Love me Green produkuje naturalne kosmetyki, wyłącznie na bazie roślinnej. Ich kosmetyki zawierają głównie ekstrakty i olejki roślinne, przy czym są one całkowicie pozbawione silikonów, parabenów, parafiny, a konserwanty, które zawierają są akceptowane przez Ecocert.


Tubka kremu zrobiona jest z bardzo miękkiego tworzywa z prostą, ale urzekającą szatą graficzną. Znajdziemy tu informację, że 98% składników tego kremu jest pochodzenia naturalnego.



No i rzeczywiście, skład mi się podoba, a można z niego wywnioskować, że krem jest bogaty. Można tu znaleźć olej sezamowy, masło shea, wosk pszczeli, sok z liści aloesu, glicerynę, a trochę dalej olej słonecznikowy i ekstrakt z kwiatów frangipani.

Konsystencja kremu jest bardzo lekka i łatwa do rozsmarowania na dłoniach. Jego zapach jest bardzo niespotykany - pachnie kwiatami frangipani. A gdybyście się zastanawiali jak mogą pachnieć te kwiaty, to producent ujmuje to w ten sposób: "Zapach kwiatów frangipani jest egzotyczny, kwiatowy. Można się w nim doszukać wielu różnorodnych nut zapachowych: począwszy od owocowej, trochę jakby kremowej brzoskwini, poprzez wiosenny jaśmin, na zmysłowej tuberozie skończywszy." Dla mnie jest to bardzo trudny do opisania zapach i nijak chyba nie potrafiłabym go opisać. Jest trochę egzotyczny i kwiatowy, jednak brzoskwini tam nie czuję.

Przez swoją lekką konsystencję, krem błyskawicznie wchłania się w dłonie i nie pozostawia na nich tłustej, ani śliskiej warstwy. Uważam to za ogromny plus, ponieważ od razu mam nawilżone a zarazem nie śliskie dłonie, którymi nie utłuszczę wszystkiego czego się dotknę.

Z jednej strony dobrze, bo od razu możemy wracać do swoich obowiązków nie martwiąc się, że coś utłuścimy, ale z drugiej strony odbywa się to kosztem nawilżenia.
Niestety nawilżenie tego kremu nie jest intensywne i na pewno nie poradzi sobie z mocno przesuszoną skórą. Oczywiście, po zastosowaniu kremu dłonie są gładkie w dotyku i pachnące, ale niestety nie dostatecznie nawilżone.
 

Jest to krem dla niezbyt wymagających dłoni, lub do używania na szybko, kiedy zaraz musimy mieć gotowe, suche dłonie. Krem nie poprawia stanu skóry na dłoniach, ani jej nie regeneruje. Przynajmniej ja tego nie zauważyłam.
Myślę, że krem będzie lepiej spisywał się w okresie letnim, ponieważ zimą skóra jest bardziej wysuszona i ma większe potrzeby. Nada jej lekkiego nawilżenia i wchłonie się natychmiast, pozostawiając przyjemny ezgotyczno kwiatowy zapach.
Podoba mi się to, że jest to krem naturalny o bogatym składzie, jednak spodziewałam się po nim trochę więcej. Gdyby dawał lepsze nawilżenie, byłby bez zarzutu.

7 maj 2014

Sweet Secret - kokosowy mus do ciała

Bardzo lubię kokosowe i słodkie zapachy, więc nie mogłam przejść obojętnie wobec połączenia kokosu z bananem w musie do ciała. Brzmi pysznie, nieprawdaż? Czy tak też jest? Zapraszam do czytania!


Masła Sweet Secret charakteryzują się pięknymi zapachami i dobrym nawilżeniem. Uległam już wanilii oraz szarlotce o których już Wam kiedyś pisałam. Oba pachniały pięknie, a do wanilii wracam w okresie zimowym przez jej ciepły aromat. Kiedy zobaczyłam mus "Słodki kokos i banany" stwierdziłam, że jest na pewno równie urzekający co ich poprzednie smarowidła. Oczekiwałam od niego pięknego zapachu i równie dobrego nawilżenia co od maseł, jednak okazało się, że różnią się i to sporo..



Po pierwsze skład musu nie jest tak bogaty jak w masłach. Na początku możemy tu znaleźć tylko silikony, parafinę, emolient i humekant, a daleko w składzie ekstrakt z owoców banana, olej kokosowy i masło shea w bardzo małych ilościach.

Zapach musu rozczarował mnie najbardziej - jest niestety bardzo sztuczny i chemiczny. Nie czuć tu ani kokosa, ani banana, jest za to mocna i sztuczna woń, która drażni. Zapach jest na tyle intensywny i sztuczny, że aż mdli podczas jego używania. Na ciele jest równie intensywny, więc jego stosowanie nie należy do przyjemnych, a do tego zapach utrzymuje się długo na skórze i nawet jeszcze rano trochę go czuć.

Konsystencja jest bardziej lekka i puszysta w porównaniu do maseł, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Mus jednak nie daje tak mocnego nawilżenia jak masła. Jest to średnie nawilżenie dla niezbyt wymagającej skóry.

Mus niestety mnie rozczarował. Po udanej przygodzie z masłami od Sweet Secret oczekiwałam, że mus będzie podobny, ale nie dorównał masłom ani poziomem nawilżenia, ani zapachem. Nie skuszę się na niego ponownie ze względu na zapach, który był sztuczny, chemiczny i bardzo mnie drażnił. W zasadzie to został przeze mnie zmęczony i cieszę się, że w końcu dobił dna!

29 kwi 2014

Nivea water lily & oil - żel pod prysznic

Na żel Nivea skusiłam się jakiś czas temu ze względu na promocję, kwiatowy zapach i nawilżenie skóry jakie miał dawać. Czy się spisał?

Odkryj unikalne połączenie świeżości i pielęgnacji pod prysznicem. Pobudź swoje zmysły zmysłowym zapachem lilii wodnej, podczas gdy jedwabisty, świeży żel z rozpieszczającymi perełkami olejku otuli Cię miękką, pielęgnującą pianą, zapewniając wyjątkowe uczucie pięknej i zadbanej skóry.


Żel zamknięty jest w bardzo ładnym opakowaniu, które cieszy oko i ładnie wygląda na wannie. Jest różowo, kobieco, widać lilię wodną, kroplę olejku - będzie fajnie! Kwiatowy zapach żelu jest delikatny, otulający, a podczas kąpieli jest świeżo i przyjemnie. Po użyciu zapach zostaje na skórze, jako delikatna nutka kwiatowa. Konsystencja jest gęsta, jakby olejkowa, a wszędzie tańczą złote drobinki. Nałożony na gąbkę dobrze sie pieni i oczyszcza skórę.


Nie spodziewam się nigdy po żelu pod prysznic, że nawilży moją skórę, bo od tego mam masła i balsamy, ale kupując Niveę olejkową oczekiwałam, że skóra nie będzie bardzo wysuszona. Muszę stwierdzić, że tak też było! Skóra jest dobrze umyta, pachnąca i zdecydowanie nie wysuszona. Po kąpieli i tak wklepuję balsam, bo skóra tego potrzebuje, ale nie jest tak ściągnięta jak po innych żelach. Zostałam nim pozytywnie zaskoczona, ponieważ większość żeli jakie ostatnio używałam bardzo mocno mnie wysuszały, a tu jest inaczej.
Drobinki, które są zatopione w żelu zauważyłam dopiero pod koniec jego używania - lepiej późno niż wcale :P ale jak widać nie przeszkadzają one w użytkowaniu, bo nawet ich nie poczułam. W trakcie mycia rozpuszczają się całkowicie, uwalniając olejek, który lekko nawilża skórę podczas kąpieli, pozostawiając ją gładką i pachnącą.
Jeśli szukacie żelu pod prysznic, który nie zostawi wam wysuszonej skóry, to możecie spróbować :)

4 kwi 2014

Masło Shea z Mydlarni u Franciszka


Obecnie na rynku mamy duży wybór maseł Shea, moje pochodzi ze sklepu Mydlarnia u Franciszka i jest o zapachu chilli i pomarańczy. Jakie są moje wrażenia z używania tego masła? Zapraszam.

Masło Shea często dodawane jest do balsamów i maseł do ciała. Znane jest ze swoich właściwości natłuszczających oraz z tego, że zawiera tłuszcze, alantoinę, witaminy, mały filtr przeciwsłoneczny, co powoduje, że świetnie regeneruje i odżywia skórę. Polecane jest dla alergików i osób z atopowym zapaleniem skóry. 


Masełko ma bardzo ładny zapach i to dzięki niemu z chęcią sięgam po ten produkt. Główną nutą jaka w nim dominuje jest pomarańcza i zapach masła określiłabym właśnie jako pomarańczy. Jest słodki a zarazem rześki. To zapach dosyć intensywny, który pobudza zmysły.

Konsystencja masła jest stała, a pod wpływem ciepła skóry i masażu zaczyna się rozpuszczać, tworząc olejkową powłokę. Po wsmarowaniu skóra jest gładka w dotyku, dobrze nawilżona, a zapach masła zostaje na niej jeszcze przez długi czas. Masło nałożone w dużych ilościach może pozostawiać tłustą powłokę, jednak kiedy nałożymy go mniej, da się wsmarować do całkowitego wchłonięcia.


Przez swoją dosyć tępą konsystencję trudno nakłada się go na całe ciało. Masło lepiej spisuje się na małych powierzchniach, takich jak dłonie, łokcie, stopy, usta, czy miejscowe przesuszenia.
Czasami nakładam go także na włosy po umyciu, by zredukować puszenie. Fajnie się sprawdza także i w tym wypadku, pozostawiając na nich piękny zapach, a także lekko utrwalając fryzurę.

Masło shea bardzo dobrze radzi sobie z przesuszonymi miejscami, dobrze nawilża i zmiękcza pięty. Nadaje się do masażu, a jego zapach uprzyjemnia stosowanie.


Masło sprzedawane jest na wagę i jego koszt to 28zł za 100g. Za ilość jaka mieści się w tym pojemniku zapłaciłam ponad 40zł.
Sklep stacjonarny mieści się w moim mieście, dlatego mogłam powąchać wszystkie warianty zapachowe, ten wydawał mi się najładniejszy. Mydlarnia ma także sklep internetowy, gdzie możecie zobaczyć wszystkie ich kosmetyki. Dodatkowym atutem ich masła shea jest to, że zostało wzbogacone o oleje takie jak awokado, sojowy oraz z nasion winogron.
Inne dostępne zapachy to: magnolia, len, grecki, epice - korzenny, afryka, białe piżmo.

Miałyście już do czynienia z masłem shea?

18 lut 2014

Original Source - Mango&Macadamia, żel pod prysznic

Żel o zapachu Mango i Macadamia jest pierwszym żelem Original Source jakiego używałam. Żele te znane są głównie ze swoich zapachów, a ja uwielbiam wszystko, co ładnie pachnie.


Soczyste połączenie mango i makadamii ukryte w butelce żelu pod prysznic Original Source Mango & Macadamia jest nie tylko odżywcze dla skóry, ale bardzo smakowite – uważaj, żeby przez pomyłkę go nie wypić!




Żel znajduje się w przezroczystej butelce, stojącej na zatyczce, przez co łatwo można zużyć go do końca, bez konieczności wyciskania butelki. Żel dobrze myje i oczyszcza skórę, pozostawiając ją pięknie pachnącą. Nie zauważyłam właściwości pielęgnacyjnych tego żelu, ale od tego są dla mnie masła. Żel ma dobrze myć i to zadanie spełnia znakomicie. Słyszałam, że słabo się pieni – ja tego nie zauważyłam. Używam gąbki pod prysznicem, a jej użycie sprawia, że każdy żel wytwarza dużo piany. No i najważniejsze, czyli zapach – mnie urzekł totalnie! Jest to bardzo przyjemny, słodki i otulający zapach i myślę, że to największa zaleta tego żelu. Dobrze używało się go w zimie, kiedy wieczorami szłam pod gorący strumień wody z myślą, że znowu poczuję ten ciepły zapach. Myślę, że kiedyś powrócę do tego żelu, ale jeszcze nie teraz, bo po skończeniu całej butelki wydaje mi się, że wysuszył mi trochę skórę. Czułam ściągnięcie i za każdym razem skóra potrzebowała konkretnego nawilżenia. Żel się już skończył, a ja będę tęsknić tylko za tym zapachem. Jego działanie oceniam jako średnie, jest to przeciętny żel pod prysznic, który myje, pięknie pachnie, ale po dłuższym stosowaniu wysusza.

Znacie Original Source? Jakie zapachy polecacie?

22 sty 2014

Sweet Secret - waniliowy krem do ciała

W tamtym miesiącu, kiedy opisywałam Wam szarlotkowe masło do ciała, zapytałam czy któraś z Was nie widziała wersji waniliowej, bo w moim Rossmannie od dłuższego czasu jej nie ma. Na szczęście dostałam informację zwrotną, że można je dostać w Hebe.
No i rzeczywiście były!
To już moje kolejne opakowanie tego masła. Lubię do niego wracać właśnie w miesiącach zimowych, dlaczego? Przeczytajcie!





Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej, aksamitnej konsystencji i uwodzicielskim zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ekstraktu z wanilii i indyjskich daktyli, wzbogacony dodatkowo kapsułkami z olejkiem jojoba, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, na długo pozostawiając orientalny, zmysłowy zapach.






Po pierwsze mimo, że na opakowaniu jest napisane, że to krem do ciała, dla mnie kosmetyk ma konsystencję masła. Krem jest gęsty i zbity, ale dobrze rozprowadza się po ciele. Nie pozostawia tłustego filmu na skórze, wchłania się szybko i pozostawia skórę dobrze nawilżoną. W opakowaniu można dostrzec małe czarne kropki, które na szczęście rozpuszczają się na skórze pod wpływem ciepła i nie zostają po nich ślady. Dużym plusem jest jego zapach. Ja jestem wielbicielką zapachu wanilii i dla mnie jest piękny. Wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu, bo nie każdy z nas lubi takie słodkie zapachy. Na mojej skórze utrzymuje się dosyć długo, czuć go nawet na piżamie. A dlaczego używam go akurat w zimie? No właśnie głównie ze względu na słodki zapach. Zima to dla mnie okres, kiedy lubię słodkie i ciepłe zapachy, takie jak czekolada, kokos czy wanilia. W zimie również moja skóra jest bardziej wysuszona i sięgam po bardziej treściwe kremy i balsamy. Ten zadowala mnie swoim poziomem nawilżenia i konsystencją. Jeżeli również lubicie zapach wanilii oraz konsystencję masła, to będziecie zadowolone.
W składzie można spotkać masło shea, glicerynę, a za zapachem w małych ilościach wosk pszczeli, olej słonecznikowy, ekstrakt z wanilii, ekstrakt z indyjskich daktyli, olej jojoba. Krem nie zawiera parafiny więc dla tych, które jej nie tolerują kolejny plus.

Lubicie zapach wanilii?