2 lut 2017

Pomada do brwi - Inglot, 12

Kiedy w nowościach października pokazywałam Wam między innymi pomadę do brwi Inglot, napisaliście, że chętnie poznacie ją bliżej. Byliście ciekawi jak wygląda na brwiach i jak się spisuje, dlatego specjalnie dla Was pokażę ją dzisiaj w akcji.

kontorowka do brwi inglot 12, jak wypelniac brwi, makijaz brwi, amc brow liner inglot, pomada inglot, jaki kolor pomady inglot

Już od dobrych kilku lat nie wyobrażam sobie makijażu bez wypełnienia brwi. Nie pamiętam już kiedy zaczęłam je wypełniać, ale widzę ogromną różnicę w makijażu, kiedy mam je zrobione. Do tej pory używałam produktów sypkich, prasowanych Najpierw były to zwykłe cienie do oczu w kolorach brązu, potem specjalne cienie do brwi, aż w końcu postanowiłam spróbować pomady w formie żelowej.
Różnica w wyglądzie brwi jest spora, na duży plus dla żelowej konturówki. Jednak nakładanie jest trochę inne. Wypełniając brwi żelową pomadą trzeba być bardziej precyzyjnym i wykonywać delikatniejsze ruchy, bo możemy sobie przerysować brwi. Jednak po kilku próbach jesteśmy w stanie robić to idealnie.

konturowka do brwi inglot, amc brow liner, brwi dla blondynki, wypelnianie brwi

Pomadą Inglot można stworzyć zarówno subtelny, jak i mocno wyrysowany look. Wszystko zależy tak naprawdę od ilości produktu, jaką nabierzemy na pędzelek.
Mała ilość pomady i dobrze roztarta na brwiach da nam ładny, naturalny efekt, czyli taki jaki lubię najbardziej.
W całej gamie jest aż dwanaście odcieni pomady do wyboru. Dla każdego coś dobrego! :) Mój numerek to 12, czyli drugi w kolejności odcień. A im dalej, tym ciemniej. 
Jak widzicie na powyższym zdjęciu jest on chłodny i wpada w szarość. Myślę, że ten odcień będzie pasował wielu osobom, a szczególnie blondynkom oraz posiadaczkom jasnej karnacji.

Inglot, pomada do brwi, konturowka do brwi, konturowka inglot, wypelnianie brwi, makijaz brwi,

Pomada Inglot jest bardzo łatwa i przyjemna w użyciu. Wystarczy mieć cienki i precyzyjny pędzelek, którym będziemy mogły wypełnić brwi.
Największą zaletą tej pomady jest chyba jej trwałość. Tkwi na swoim miejscu cały dzień i się nie ściera. Podoba mi się jej konsystencja i łatwość nakładania - pomada się pięknie rozsmarowuje. Ma też idealny dla mnie odcień, w którym czuję się świetnie. Optycznie zagęszcza i przyciemnia brwi - czyli wszystko to co ma robić. Używam jej teraz codziennie i nie bez przyczyny znalazła się w ulubieńcach roku [Hity Blankity 2016]. Ja po prostu uwielbiam! :)

Pomady używam już trzy miesiące i przez ten okres nie zdążyła jeszcze zaschnąć. Podejrzewam, że prędzej czy później i tak zaschnie, bo żelowe konsystencje tak już mają. Ale na razie cieszę się jej maślaną formułą.

A Wy, czym aktualnie wypełniacie swoje brwi? :)






Śledzicie mnie już na Facebooku i Instagramie?

4 lis 2015

Idealne pomadki na jesień!



Jesień to okres, kiedy po upalnym lecie nadchodzą pierwsze chłody, kiedy zakładamy grube swetry i ciemne płaszcze. Fajnie, gdyby znad tego ciemnego płaszcza wybijał się jakiś akcent kolorystyczny, który umili nam tę szarą porę roku. A dlaczego by nie postawić właśnie na usta? Usta, które przyciągają uwagę swoim kolorem, które ożywią nasz strój i które dodadzą blasku zmęczonej cerze!

Jesień to u mnie okres, kiedy pozwalam sobie w makijażu na ciemniejsze i intensywniejsze usta.
Jest to idealny moment, żeby wprowadzić do swojego makijażu trochę ciemniejszych kolorów takich jak bordo, wino, śliwka, czy szalona fuksja!
W moim jesiennym makijażu ust dominują właśnie odcienie fuksji, bordo, czy nawet lekko wpadające w fiolet, a dzisiaj pokaże Wam moje zestawienie pomadek idealnie wpasowujących się w jesienny klimat! :)




Do mojego zestawienia wybrałam 5 pomadek, które chętnie będę nosić tej jesieni, ale także i zimą! Wszystkie mają intensywne kolory, idealne na tę porę roku. Każda z nich jest inna, ale wyjątkowa. I po kolei zaczynając od lewej...




Essense, 09 Wear Berries!

Pomadka od Essence w odcieniu Wear Berries kolorem przypomina mi trochę tą z Makeup Revolution (na zdjęciu ostatnia z prawej), chociaż jest chłodniejsza. Też lekko wpada w fiolet, który w tym przypadku jest bardziej widoczny i mocniej wybija się znad domieszki różu.


Golden Rose Lipstick, 73

Pomadka firmy Golden Rose Lipstick pochodzi z serii nawilżającej. Bardzo ładnie prezentuje się na ustach, jej odcień jest dosyć ciemny, winny i idealny na jesień! Pomadka też pięknie pachnie i kojarzy mi się z czymś do jedzenia :) Niestety nie utrzymuje się zbyt długo na ustach i jedzenia na pewno nie przetrwa, ale za to pielęgnuje usta i zapobiega ich przesuszaniu. To jedna z ciemniejszych pomadek w mojej kolekcji.

Golden Rose, Velvet Matte, 13

Serię pomadek Velvet Matte pewnie każda z Was już zna. Te pomadki miały już dawno temu swoje pięć minut i zyskały niemałą sławę w internecie! Od niedawna jestem posiadaczką swojej pierwszej pomadki z tej serii i już zawładnęła ona moim sercem. Typowo matowa konsystencja sprawia, że pomadka utrzymuje się naprawdę długo na ustach, a przy okazji nie powoduje ich nadmiernego przesuszenia. Odcień 13 to typowa intensywna fuksja, która ożywi każdy ponury dzień :)

Bourjois, Color Boost, 06 Plum Russian

Tym razem coś w kredce! :) Seria pomadek Bourjois Color Boost charakteryzuje się blaskiem, nawilżeniem, oraz długotrwałym kolorem. Pośród odcieni tych kredek najbardziej jesienną jest ta w odcieniu śliwki, czyli Plum Russian. Kredka Color Boost nadaje duży blask ustom, oraz przyjemnie je pielęgnuje. Spokojnie możemy zapomnieć o pomadce nawilżającej, bo ta spokojnie sobie poradzi :)

Makup Revolution, Crime, Scandalous

To jedna z tych pomadek, które noszę najczęściej i jest moim ulubieńcem wśród całego zestawienia. W tamtym roku poświęciłam tej pomadce cały post, więc odsyłam Was do przeczytania tamtej notki (Makeup Revolution Scandalous, Crime). Lubię w niej zarówno kolor, który troszkę wpada w fiolet, oraz konsystencję, bo nie przesusza ust, a kolor utrzymuje się dosyć długo! 


Jestem ciekawa, czy Wy również macie swoich jesiennych ulubieńców pośród pomadek do ust? Napiszcie, czy Wy też lubicie dodać koloru swoim ustom na jesień! :)





27 maj 2015

Makijaż z paletką Essence Quattro - 07 over the taupe

Bardzo dawno na moim blogu nie pojawił się żaden kosmetyk kolorowy, a w sumie szkoda, bo malować się bardzo lubię i bez makijażu nie wychodzę z domu :P Dzisiaj się poprawiam i mam dla Was nowość w mojej kosmetyczce, która niedawno wpadła w moje ręce, a mianowicie paletka cieni Essence Quattro!
Zapraszam :)


Paletka Essence Quattro, to kompozycja czterech współgrających ze sobą cieni do powiek, dostępna w aż 6 wersjach kolorystycznych.
Ta, którą ja posiadam to numer 07 - over the taupe i jest to połączenie odcieni brązowych wpadających w szarość, czerni i cielistego. Te kolory jak najbardziej współgrają ze sobą, nadają się idealnie do makijażu dziennego i będą bardzo uniwersalne dla wszystkich, którzy preferują neutralny makijaż. Mnie te kolory bardzo przypadły do gustu, zresztą właśnie takie odcienie lubię i takich używam na co dzień.
 




Jak widzicie na zdjęciu poniżej pigmentacja poczwórnej paletki Essence jest całkiem dobra! Wydaje się, że odcień cielisty i szary to typowe maty, ale na swatchu widać, że nie do końca. Te dwa odcienie mają delikatny blask, który jest bardzo subtelny, natomiast pozostałe dwa ciemniejsze odcienie mają w sobie małe drobinki, których praktycznie na oku nie widać. Konsystencja tych cieni jest aksamitna i nie pyli przy nakładaniu.

Cienie całkiem dobrze się nakładają na powiekę, dobrze rozcierają, ale trzeba nałożyć ich trochę więcej, żeby były bardziej widoczne - szczególnie ten szary cień, którego trzeba dokładać. Kolory ładnie się ze sobą łączą i nie blakną podczas blendowania. Co do trwałości, to jak najbardziej nie mam zastrzeżeń, bo trzymają się powieki do końca dnia i wyglądają cały czas dobrze na oku. Po dłuższym czasie trochę bledną, ale nadal pozostają widoczne.


Nie jestem jakimś makijażowym guru, ani moje powieki nie nadają się do prezentowania makijażu, ale chciałam Wam pokazać również jak cienie prezentują się na oku. Według mnie całkiem dobrze :) Poniższy makijaż został wykonany właśnie tą paletką cieni i oczywiście czarnym eyelinerem w żelu z Maybelline.

Użyłam tutaj cielistego cienia na całą powiekę, powyżej szarego, a w zewnętrznym kąciku tego stalowego.
Jak dla mnie efekt jest bardzo ładny, lubię tak podkreślone oko i najczęściej właśnie tak wygląda mój makijaż dzienny. 


Jak na niewielką cenę, to uważam, że poczwórna paletka cieni Essence Quattro 07 spisuje się całkiem przyzwoicie. Ma bardzo ładne kolory, które będą pasowały praktycznie każdemu, kto lubi stonowany makijaż. Ich trwałość jest dosyć dobra, a intensywność można stopniować. By uzyskać bardziej wyrazisty makijaż trzeba dodać więcej cieni na powiekę i analogicznie, by zrobić lżejszy makijaż można użyć mniej produktu.
Cena tych poczwórnych cieni do 12,99 i z tego co mi wiadomo można je dostać w drogeriach Natura i Hebe.

A Wy, jaki makijaż preferujecie na co dzień? Bawicie się kolorami, czy tak jak ja, wolicie neutralne odcienie beżu, brązu i szarości? 



17 kwi 2015

Lavera - naturalna pomadka do ust, 29 - Casual Nude

Być może pamiętacie poprzedni post dotyczący kolorówki Lavera, w którym opowiadałam Wam o naturalnym tuszu do rzęs? Dzisiaj przybliżę Wam kolejny kolorowy kosmetyk tej samej firmy, a będzie to naturalna pomadka do ust :)

szminka, naturalna pomadka, nude, naturalny sklad, szminka naturalna

Jest to produkt, który otrzymałam na spotkaniu blogerek, więc sama nie miałam wpływu na wybór odcienia. Gdyby zależało to ode mnie na pewno wybrałabym inny, bardziej wyrazisty kolor. Dla mnie, osoby o porcelanowej cerze, nudziakowe odcienie pomadek kompletnie nie współgrają z kolorem cery. Całość zlewa się tak bardzo, że wyglądam nijako i jeszcze bardziej blado. Nie chciałam skreślać tej pomadki na samym początku tylko za nietrafiony odcień, bo przecież ważniejsze są jej właściwości i to, jak się spisuje na ustach, więc zabrałam się za testowanie. 


Na samym początku przybliżę wam skład tej pomadki, gdyż warto zerknąć co tam jest w środku.

Skład: olej rycynowy *, wosk *, wosk kandelila, olej jojoba *, masło shea *, olej kokosowy *, masło kakaowe *, olejek ze słodkich migdałów *, olej z oliwek *, olej arganowy *, substancja czynna z korzenia lukrecji, wyciąg z rokitnika zwyczajnego *, wyciąg z malwy * i lipy*, ekstrak z kwiatu róży *, alkohol *, witamina E, witamina C, olej słonecznikowy, aromat, [+ / - mika, dwutlenek tytanu, tlenek żelaza, tlenek cyny, tlenochlorek bizmutu, karmin, ultramaryna, silica]
* składniki pochodzące z upraw ekologicznych


Pomadka ma fajną, kremową konsystencję, więc dobrze i łatwo rozsmarowuje się na ustach. Na samym początku efekt niestety nie jest ładny. Od razu po nałożeniu na usta, pomadka podkreśla wszystkie suche skórki i zmarszczki na ustach. Wygląda to bardzo brzydko, choć na ustach czuć już powoli maślaną i lekko nawilżającą konsystencję. Nie wiem, czy każda pomadka Lavery tak ma, czy tylko ten nudziakowy odcień tak się zbiera na ustach.
Po jakimś czasie, powiedzmy po kilku minutach, pomadka zaczyna się stapiać z ustami, a ten sztuczny, podkreślający wszystko efekt zaczyna lekko znikać, lecz nie do końca. Na ustach pozostaje nadal kolor pomadki i czuć, że usta są lekko pielęgnowane. Podejrzewam, że zaczynają po chwili działać te składniki nawilżające, a suchość ust znika. Nie jest to pomadka typowo nawilżająca, bo suchych i spierzchniętych ust na pewno nam nie wyleczy, ani porządnie nie nawilży, ale też ich nie wysuszy. Pomadka Lavery jest lekko nawilżająca, przez co nosi się ją bardzo komfortowo. Daje na ustach uczucie fajnego, lekkiego nawilżenia.

Natomiast efekt kolorystyczny jaki daje na ustach pozostawia wiele do życzenia. Pomadka niestety nie wygląda atrakcyjnie na ustach mimo tego, że ma w sobie składniki pielęgnujące usta i jest lekko nawilżająca. Kolor wcina się w zmarszczki i wygląda to źle. Wszelkie bruzdy na ustach są bardziej uwidocznione, niż bez tej pomadki, a dodatkowo jej kolor dla mnie jest bardzo niekorzystny i bladziochy nie będą z niego zadowolone.
 

Niestety, mimo tego, że pomadka ma naturalny, pielęgnujący skład nie wygląda ładnie na ustach. Mnie do siebie nie przekonała.
A co Wy o niej myślicie?
Do kupienia TUTAJ



23 mar 2015

Lavera - Long Lash Mascara

Jeżeli znacie firmę Lavera, to pewnie kojarzycie ją głownie z naturalnymi kosmetykami i produktami do pielęgnacji. Mnie do tej pory również kojarzyła się tak samo, a jak się okazuje mają oni również produkty do makijażu! Dzisiaj przedstawię Wam naturalny tusz do rzęs od Lavery - Long Lash Mascara z serii Bio Organic, zapraszam!

tusz do rzes, maskara, mascara, naturalny tusz do rzes, weganski tusz do rzes, weganskie kosmetyki, naturalne kosmetyki do makijazu, makijaz oczu, wydluzajacy naturalny tusz, tusz weganski

Na samym początku warto wspomnieć, że maskara Lavera ma dosyć ciekawy skład, bo znajdziemy tu m.in. wosk pszczeli, olej arganowy, ekstrakt z korzenia lukrecji, jedwab, ekstrakt z rokitnika, masło shea, witaminę E, masło kakaowe, olej kokosowy, słonecznikowy (..) Zresztą zobaczcie sami.

Ingredients: Water , Alcohol*, Stearic Acid, Beeswax, Hydrolyzed Jojoba Esters, Algin, Argania Spinosa Kernel Oil*, Licorice Root Extract*, Silk, Shellac, Jojoba Esters , Hippophae Rhamnoides Fruit Extract*, Shea Butter*, Tocopherol, Cocoa Seed Butter*, Coconut Oil*, Sunflower Seed Oil, Olive Fruit Oil*, Camelina Sativa Seed Oil, Vegetable Oil (Olus Oil), Hydrogenated Lecithin, Tilia Cordata Flower Extract*, Rosa Centifolia Flower Extract*, Mallow Flower Extract*, Ascorbyl Palmitate, Fragrance (Parfum)**, Citronellol**, Geraniol**, Limonene**, Linalool**, [+/- Iron Oxides (CI 77499), Ultramarines (CI 77007)]


Znajduje się on w błyszczącym i smukłym opakowaniu, które wygląda ładnie i elegancko. Szczoteczka tuszu nie jest silikonowa, należy ona do tych szczoteczek wykonanych z twardego włosia. Nabiera odpowiednią ilość tuszu do wymalowania rzęs, a co najważniejsze nie jest nim oblepiona i cały czas podczas użytkowania mamy czyste opakowanie tuszu, bez czarnych zacieków wokół zakrętki. Konsystencja maskary jest raczej rzadka, ale z czasem trochę gęstnieje, chociaż bardzo delikatnie.

Producent zapewnia, że może być ona używana przez osoby noszące szkła kontaktowe i została przebadana przez dermatologów i okulistów, a występujące w niej olejki mają zapewnić jedwabiste i elastyczne rzęsy.
Zapowiada się bardzo ciekawie, nieprawdaż?

No to teraz najważniejsze - czyli jak się sprawdza i czy jestem z niej zadowolona.
Niestety muszę Wam powiedzieć, że mimo fajnie zapowiadającej się maskary, nie spełniła ona moich oczekiwań, a rzęsy nie wyglądają po niej zdumiewająco. Dlaczego? Zobaczcie zdjęcia.

 
Jak możecie zobaczyć, po pierwszej warstwie tuszu rzęsy są tylko lekko ciemniejsze i praktycznie nie podkreślone - jakby w ogóle nie wymalowane.
Druga warstwa lekko je podkreśla, ale nie jest to efekt jakiego oczekuję od tuszu do rzęs. Podkreślenie jest zbyt słabe, tusz bardzo delikatnie podkreśla rzęsy, nie powodując ich większego pogrubienia, ani wydłużenia. Dodatkowo, strasznie brudzi powieki, co możecie zobaczyć na zdjęciach. Starłam trochę ślady chusteczką, ale aparat i tak je wyłapał. Za każdym razem, kiedy maluję nią rzęsy pozostawia naokoło oczu tusz, który na szczęście można łatwo usunąć, ale czynność ta przy każdym makijażu staje się irytująca, a jest to szczególnie niewygodne, gdy mamy już oko pomalowane cieniem i musimy trzeć resztki tuszu..
Trzecia warstwa niestety powoduje już sklejanie rzęs, co nie wygląda zbyt dobrze.

Jedynym plusem jaki zauważyłam w tej maskarze jest to, że trzyma się na rzęsach cały dzień, nie osypuje i nie odbija. Rzęsy nie są sztywne po pomalowaniu, a cały czas elastyczne.

Bardzo łatwo i w mgnieniu oka zmywa się zwykłym płynem micelarnym, więc podejrzewam, że gdy zaskoczyłby nas deszcz, cała maskara spłynęłaby od razu..

Zdecydowanie bardziej wolę maskary, które pogrubiają i wydłużają rzęsy. Ta miała wydłużać, ale niestety daje bardzo delikatny look, nie powodując, że rzęsy są ładnie pomalowane. Z tą maskarą pracuje się ciężko, ma rzadką konsystencję, przez co podkreślenie rzęs jest bardzo słabe. Dwie warstwy nie wyglądają zadowalająco, chciałoby się dołożyć kolejną, ale uzyskujemy wtedy sklejenie. 


Na zdjęciu pokazującym rzęsy od góry i od dołu efekt wygląda nawet przyzwoicie (są tu dwie warstwy tuszu), ale widać, że są tylko lekko zaznaczone.



Podsumowując, tusz nie spełnił moich oczekiwań, gdyż efekt jaki daje jest zbyt słaby i trzeba się nim trochę namachać, by pomalować rzęsy dokładnie i aby były przykryte warstwą tuszu. Dokładając maskary, by wzmocnić słaby efekt uzyskujemy sklejone rzęsy i niestety za każdym razem brudzi okolice oczu.
Cena tuszu Lavera nie należy do najtańszych, a kosztuje on ok 42zł.

 Co myślicie o efekcie?


15 lut 2015

Soraya - kryjący podkład Max Satin + Zdjęcia przed i po


podkład, Soraya, makijaż, make up, kryjący, fluid, podkład drogeryjny, tani podkład kryjący, lekki podkład, nawilżający, jasny, dla bladych

Kiedy dostałam na którymś spotkaniu blogerek podkład marki Soraya Max Satin, od razu pomyślałam, że na pewno nie nada się do mojej suchej cery. Po pierwsze w ogóle nie używam kryjących podkładów, bo takie na mojej cerze po prostu się nie sprawdzają, a po drugie nie potrzebuję silnego krycia, a jedynie wyrównania kolorytu. Użycie takiego długo utrzymującego się, kryjącego podkładu kończy się na mojej skórze dużym przesuszeniem, pojawieniem suchych skorek i nieestetycznie wyglądającą skorupą na twarzy.
Dlatego na co dzień używam lekkich, najczęściej nawilżających, lub rozświetlających podkładów. Lekkie krycie plus nawilżenie to idealny duet dla mojej cery, a na korzyść podkładu od Soraya przemawiał jedynie jasny odcień. Od samego początku byłam do niego bardzo sceptycznie nastawiona. Chwilę mi zajęło zanim zdecydowałam się po niego sięgnąć, pewna że i tak nie będzie ładnie wyglądał na mojej cerze. No i co się okazało?

polski produkt, podkład, fluid, kryjący, tani, drogeryjny, kryjący, lekki, Soraya, do twarzy, z filtrem, SPF

Wraz z pierwszą aplikacją wszystkie moje obawy zostały rozwiane, a podkład Soraya okazał się bardzo fajnym podkładem na co dzień! Już Wam spieszę powiedzieć dlaczego!
Te z Was, które oczekiwały od niego mocnego krycia, zastygnięcia na twarzy i wytrzymania cały dzień, niestety będą zawiedzione...
Ten podkład mało ma wspólnego z typowymi kryjącymi podkładami. Jest to raczej lekki, korygujący podkład, który spokojnie mógł zostać nazwany kremem BB. Jego krycie określiłabym jako średnie, bo na pewno nie poradzi sobie z przebarwieniami, zakryciem wyprysków i blizn. Podkład nie zastyga na twarzy, a wsmarowany zachowuje się jakby się w nią wchłaniał i wtapiał. Wygląda to bardzo ładnie i jak dla mnie efekt całkowicie mnie zadowala. Nie tworzy na skórze maski, nie wysusza i wygląda bardzo naturalnie, tak jakbyśmy nie miały nic na twarzy. Dodatkowo, najjaśniejszy odcień, który ja posiadam jest dla mnie idealny. Nie odcina się, a bladziochy będą z niego naprawdę zadowolone, bo nie wpada w różowy, ani żółty, jest neutralny.
Poniżej zdjęcia porównawcze - od góry bez podkładu, a poniżej z nałożoną Sorayą.


Jak widzicie krycie jest raczej średnie w kierunku małego, jednak tak jak mówiłam mnie w pełni zadowala. Na zdjęciach możecie zauważyć, że przykrył wągry i naczynka na nosie. Zakrył też lekko cień pod oczami i wyrównał koloryt cery. Nie poradził sobie z piegami, ale troszkę zmniejszył ich widoczność. Nie mam na ich punkcie kompleksów, dlatego takie krycie jest dla mnie wystarczające. Na żywo różnica przed i po jest bardziej widoczna, ale niestety próbowałam i nijak nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciach. Największym plusem jest to, że wygląda on na twarzy bardzo naturalnie i jest praktycznie niewidoczny, wtapia się idealnie. Nie pozostawia na twarzy blasku, powiedziałabym, że jest to lekki mat, ale konieczne jest przypudrowanie, nawet dlatego, by dłużej wytrzymał.

Nosi się bardzo komfortowo, nie czuć go na twarzy, a wraz z kolejnymi godzinami lekko się ściera. Plusem jest tu niewątpliwie kolor, ponieważ odcień najjaśniejszy jest naprawdę bardzo jasny i chyba po raz pierwszy znalazłam coś, co nie odcina mi się od szyi :) Podkład nie przesusza, nawet mojej skłonnej do tego skóry, więc spokojnie mogę go polecić osobom z podobną cerą do mojej.
 

Wydaje mi się, że sama pewnie nie sięgnęłabym po ten podkład na drogeryjnej półce, bo odstraszyłby mnie napis "kryjący" i wizja przesuszonej skorupy na twarzy. Przypadkiem jednak odkryłam bardzo fajny produkt nadający się do stosowania na co dzień, który tak jak lubię jest lekki i średnio kryjący. Podkład będzie odpowiedni dla cer normalnych i suchych, które nie mają zbyt wiele do zakrycia, a chcą wyrównać koloryt i wyglądać naturalnie. Natomiast te z Was, które potrzebują silnego krycia i zatuszowania wyprysków i zaczerwienień, niestety nie będą z niego zadowolone. Krycie jest zbyt małe.
Z tego co wiem, podkład wszedł do sprzedaży całkiem niedawno i możecie go kupić za około 28zł w większości drogerii. Nie jest to wysoka cena, a bywają również promocje, na których można go dostać za kilka złotych taniej.



17 lis 2014

Makeup Revolution - Scandalous shade, Crime - pomadka do ust

Początkiem października sklep MintiShop zorganizował 15% przecenę na produkty Makeup Revolution. Byłam bardzo ciekawa kilku produktów i zrobiłam małe zamówienie, które mogliście zobaczyć w poście z nowościami. Wśród moich zakupów znalazła się pomadka do ust, o której dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć.

szminka, makeup revolution, crime, scandalous shade, pomadka, odcień fioletu, fioletowa pomadka, usta, makijaż, pomadka makeup revolution, opinie o pomadkach makeup revolution

Szukałam konkretnego koloru pomadki, by używać jej w okresie jesienno zimowym. Chciałam, żeby miała trochę fioletu, czy też śliwki, ale w ciepłym odcieniu. Przy tak jasnej karnacji jak moja, fioletową pomadką łatwo uzyskać efekt niczym z rodziny Adamsów i mimo, że podobały mi się takie odcienie, bałam się jak będę w nich wyglądać. Kolor Crime bardzo mi się spodobał i stwierdziłam, że za ok. 6zł warto spróbować. Najwyżej dowiem się, że takie odcienie kompletnie mi nie pasują, a wydanych kilku złotych nie będę żałować.



Czytałam już kilka negatywnych opinii o tych pomadkach. Najczęściej zarzucano im brzydkie krycie, podkreślanie wszelkich niedoskonałości i skórek na ustach oraz warzenie się. I wiecie co? Moja pomadka to całkowite przeciwieństwo tego o czym czytałam. Wydaje mi się, że jakość każdej pomadki z tej firmy jest inna w zależności od jej odcienia. Mi na szczęście przytrafiła się pomadka o pięknym odcieniu i całkiem fajnych właściwościach!


fiolet, śliwka, róż, różowy, fuksja, domieszka, pomadka, szminka, makeup revolution

Odcień Crime opisałabym jako delikatny fiolet o ciepłych tonach, z domieszką fuksji. Od razu kiedy go zobaczyłam szalenie mi się spodobał i zamawiając go miałam cichą nadzieję, że będzie mi pasował i nie okaże się wysuszaczem ust. Na żywo okazał się jeszcze ładniejszy, a ja od pierwszego nałożenia, wiedziałam, że ta pomadka będzie często gościć na moich ustach! Jeśli chodzi o jej właściwości, to przede wszystkim podczas rozprowadzania pomadka jest przyjemnie kremowa, trochę nawilżająca i sunie gładko po ustach. Pigmentacja jest na tyle dobra, ze spokojnie pierwsza warstwa pokryje usta w zadowalającym, intensywnym kolorze. Kolejne pociągnięcia dają jeszcze bardziej intensywny i widoczny kolor. Na powyższym zdjęciu, widzicie właśnie jedno pociągnięcie!
Przez swoją kremową konsystencję pomadka nie wysusza ust, a wręcz delikatnie je pielęgnuje. Widać to po tym, że nie podkreśla suchych skórek i nadaje ustom lekkiego blasku. Jest bardzo komfortowa w noszeniu, nie czuć jej na ustach, bo nie zastyga, ale kolor delikatnie się w nie wtapia.
Z jej trwałością jest całkiem dobrze, wytrzymuje spokojnie kilka godzin w prawie nietkniętym stanie. Potem jej blask zaczyna znikać, ale kolor nadal się trzyma. Pomadka nie zjada się od środka tylko schodzi równomiernie. Przetrwała nawet jedzenie, chociaż potem była mniej intensywna.



Mnie ta pomadka urzekła od samego początku. Nie tylko kolorem, który według mnie pasuje idealnie do aktualnej pory roku, ale jeszcze swoją kremową konsystencją i całkiem fajną trwałością. Niestety nie mogę ręczyć za inne odcienie tych pomadek, bo tak jak pisałam na początku, ich jakość uzależniona jest od konkretnego odcienia. Niektóre odcienie okazują się matowe, inne satynowe, a jeszcze inne wysuszają usta, lub podkreślają skórki. Jeśli chodzi o odcień Crime, to mogę go jak najbardziej polecić. U mnie spisał się bardzo dobrze, no i pasuje do mojej jasnej karnacji.
Cena tych pomadek jest śmiesznie niska i są dostępne np na MintiShop w cenie ok 6zł.

Macie jakieś doświadczenia z tymi pomadkami?


27 wrz 2014

Mario Luigi - flat top

Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić pędzel typu flat top, który przywędrował do mnie ze spotkania blogerek od firmy Mario Luigi. Jesteście ciekawe jak się spisuje?


Ogólny wygląd
Pędzel wykonany jest z miękkiego syntetycznego włosia, a trzonek z bambusa. Widać, że został on wykonany z dbałością i precyzją, bo podczas użytkowania pędzel nie rozkleja się, a włosie z niego nie wypada.
Bardzo podoba mi się to, że pędzel jest niewielkich rozmiarów. Jest krótki, bo ma zaledwie 11 cm, przez co spokojnie zmieści się do podróżnej kosmetyczki i nie zajmie dużo miejsca.



Jak widzicie pędzel ma bardzo dużo włosia, jest ono zbite i sztywne. Jego końcówka ma miękkie włosie, ale nie należy ono do najbardziej miękkich z jakimi miałam do czynienia. Pędzle Hakuro są zdecydowanie bardziej miękkie i przyjemniejsze w dotyku. Nie przeszkadza to jednak w jego użytkowaniu, bo pędzel nie drapie.



Nowy flat top zapakowany był w przezroczyste, plastikowe opakowanie, które idealnie sprawdzi się w podróży, czy nawet do przechowywania pędzla. Mamy pewność, że podczas transportu włosie się nie powygina, a pędzel nie zmieni kształtu.



Użytkowanie
Stosowałam ten pędzel zarówno do nakładania podkładu płynnego, mineralnego jak i pudru. Chciałam w ten sposób sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak funkcjonalny i nadaje się do nakładania różnych konsystencji.

Jeśli chodzi o podkład płynny to pędzel spisuje się bardzo dobrze. Jest na pewno bardzo pomocny podczas aplikacji i możemy nim uzyskać idealnie rozprowadzony podkład, bez smug i plam. Daje na buzi bardzo naturalny efekt. Niestety przez swoje gęste włosie pędzel lubi pić podkład i zużywa się go trochę więcej, niż podczas nakładania palcami. Jest na to rada - należy pamiętać, żeby przed aplikacją podkładu lekko zwilżyć włosie, na przykład wodą termalną.

Nie mam natomiast zastrzeżeń co do aplikacji produktów sypkich, takich jak podkład mineralny, czy puder. Myślę, że pędzel sprawdzi się nawet lepiej w przypadku takich produktów, bo włosie nie jest w stanie ich wchłonąć, a produkt się nie marnuje. Bardzo fajnie rozprowadza podkład mineralny i dobrze wciera go w skórę. Efekt jaki uzyskujemy również jest bardzo naturalny.


Pędzla flat top używa mi się dobrze, zarówno do podkładów płynnych jak i sypkich. Dzięki temu, że pędzel jest zbity i ma dużo włosia, dobrze nadaje się do nakładania obydwóch konsystencji, jednak w moim odczuciu lepiej sprawdzi się przy produktach sypkich.
Pędzel flat top oraz inne produkty od Mario Luigi można nabyć jedynie na allegro TUTAJ, a jego cena to 16,50zł.



Używacie pędzli typu flat top? 

22 lip 2014

The Balm - Bahama Mama

Czy ktoś z Was nie słyszał jeszcze o sławnym bronzerze od The Balm ? Wydaje mi się, że jest to już kultowy bronzer, znany większości z Was. Jeśli jeszcze znalazł się jednak ktoś kto o nim nie słyszał, to zapraszam na recenzję :)



Bronzer Bahama Mama zamknięty jest w bardzo oryginalnym opakowaniu. Najprościej mówiąc jest to zamykana na magnes książeczka, w której mamy bronzer oraz lusterko. Na okładce możemy zobaczyć egzotyczne klimaty - zamyśloną kobietę siedzącą na plaży, pewnie na Bahamach :)


Bahama Mama to matowy bronzer o chłodnym odcieniu, który nie wpada w pomarańczowe tony. To idealny, brudny odcień, który nada się zarówno dla bladych jak i opalonych karnacji. Nie ma w nim żadnych drobinek, a bronzer jest całkowicie matowy. 
Dzięki temu, ze bronzer jest chłodny nada się idealnie do wykonturowania twarzy, optycznego wyszczuplenia, ale także do ocieplenia i nadania lekkiej opalenizny.


Jego intensywność można stopniować. Kiedy chcemy uzyskać mocny efekt wystarczy nałożyć go twardszym pędzlem, a kiedy chcemy by efekt był subtelny należy użyć pędzla o bardzo miękkim włosiu.


Mimo, że bronzer w opakowaniu wygląda na bardzo ciemny, to mogą go również używać bardzo blade karnacje. Sama mam jasną karnację i ten bronzer sprawuje się u mnie idealnie i odkąd go używam stał się moim ulubieńcem. Używam go głównie do przybrązowienia twarzy - nakładam go pod kościami policzkowymi, na boki nosa i na czoło. Używam do tego miękkiego pędzla, żeby efekt końcowy nie był zbyt ciemny. Można go ładnie rozetrzeć na twarzy, tak że nie widać granic i przejść miedzy nim a cerą, co wygląda bardzo naturalnie.


Bahama Mama nie zrobi plam, ani smug na twarzy, jest łatwy do nakładania i rozcierania. W moim przypadku wystarczy lekkie dotknięcie bronzera pędzlem, by uzyskać na twarzy subtelny efekt, bo bronzer jest dobrze napigmentowany. Nakładam go mało, bo nie chcę by strasznie rzucał się w oczy, oczekuję tylko lekkiego muśnięcia i nadania koloru mojej bladej cerze. Jego trwałość jest dobra, wytrzymuje na twarzy kilka godzin i pod koniec dnia zaczyna blednąć, ale schodzi z twarzy równo, bez plam.
Odkąd go mam, używam codziennie i nie zamierzam się z nim rozstawać :)

Można go dostać w sklepach internetowych, na przykład TU.

Znacie Bahama Mama? Używacie bronzerów?

9 cze 2014

Quiz - puder BB oraz trio cieni do powiek

Dzisiaj pokażę Wam kosmetyki firmy Quiz, które dostałam na spotkaniu blogerskim w Krakowie. W zestawie był jeszcze lakier do paznokci, ale zobaczycie go w osobnym poście :) Jest to moje pierwsze zetknięcie z tą firmą, ale jak się dalej przekonacie całkiem pozytywne :)

Pierwszym kosmetykiem jest puder do twarzy z SPF 15. Posiadam odcień 02, który aktualnie jest trochę za ciemny, ale znalazłam już na niego sposób. Nakładam go jako bronzer - na kości policzkowe, nos i boki czoła, by nadać sobie lekkiej opalenizny i lekko przybrązowić twarz. Daje bardzo ładny, naturalny efekt i co najważniejsze długo się utrzymuje na twarzy.
Lato jeszcze przed nami, więc za jakiś czas będę mogła nakładać go na całą twarz.



Puder jest transparentny, ma satynową konsystencję, nałożony daje mniej intensywny kolor niż wygląda w opakowaniu. Na twarzy pozostawia matowy efekt i delikatny zapach.
Zaletą tego pudru jest zawartość SPF 15 - bo zawsze miło mieć dodatkowy filtr, oraz bardzo niska cena. Poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się jako bronzer.

Drugi kosmetykiem są potrójne cienie do powiek z serii Fashion Trendy. Dostałam bardzo letnie i szalone odcienie czerwieni, zieleni i niebieskiego. Cienie także mają satynową konsystencję, a dodatkowo zielony i czerwony odcień posiada złote drobinki, które pięknie połyskują w słońcu.






Jak widzicie cienie mają intensywne kolory i sa dobrze napigmentowane. W czasie dnia mogą blednąć, dlatego polecam używanie ich na bazę. Można nimi wyczarować jakiś zwariowany letni makijaż, ja jednak pokusiłam się o zieloną kreskę na górnej powiece, która również idealnie pasuje na lato. Dodatkiem jest tutaj biała kreska na linii wodnej, wytuszowane rzęsy i letni makijaż jest gotowy :)



Kosmetyki Quiz dostępne są TUTAJ.
Znacie te kosmetyki?